14-letnia Klaudia zginęła 1 lipca 2016 r. na skrzyżowaniu ulic Targowej z Kijowską na warszawskiej Pradze. Na przejściu dla pieszych wjechała w nią sportowa honda. Kierujący samochodem Kamil G. był trzeźwy, ale według świadków jechał z nadmierną prędkością; w internecie pojawiły się m.in. nagrania pokazujące jego wcześniejszy rajd ulicami miasta.

 

Biegły ocenił, że w chwili wypadku oskarżony jechał z prędkością pomiędzy 97 a 106 km/h; gdy zbliżał się do przejścia - według śledczych - zapaliło się żółte światło.

 

Nie wyhamował

 

Kamil G. jechał zbyt szybko, gdyby jechał z prędkością dozwoloną uniknąłby śmiertelnego potrącenia 14-letniej dziewczynki - podkreślił sąd uzasadniając wyrok 4,5 roku więzienia dla oskarżonego. Zaznaczył, że bezpośrednią przyczyną wypadku było wbiegnięcie dziecka na jezdnię.

 

Wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi Północ jest nieprawomocny. Uzasadniając go sędzia Dariusz Leszczyński podkreślił, że według biegłych prędkość kierowcy została przekroczona znacznie - o co najmniej 39 km/h.

 

- Skazany zbliżał się do oznaczonego przejścia dla pieszych, wiedział gdzie się znajduje, powinien zachować szczególną ostrożność. Stopień jego zawinienia jest znaczny. Gdyby jechał zgodnie z przepisami miałby możliwość wykonania manewrów obronnych i uniknięcia potrącenia dziewczyny - dodał.

 

Recydywa Kamila G.

 

Na wymiar kary - według sądu - wpływ ma fakt, że Kamil G. był wielokrotnie karany za czyny związane z bezpieczeństwem ruchu drogowego, a prawo jazdy odebrane mu było trzykrotnie. Z drugiej strony znaczenie miał też fakt, iż bezpośrednią przyczyna tragedii było to, że dziewczynka wbiegła na przejście dla pieszych na czerwonym świetle, próbując złapać piłkę - a samochód skazanego jechał za szybko.

 

- To miejsce prowokuje do przyspieszonej jazdy - mówił jeden ze świadków. Przejeżdżam w tym miejscu każdego dnia. Odkąd ta sprawa wpłynęła do tego referatu, obserwuję kierowców jadących z rozmaitą prędkością i widzę, że to miejsce rzeczywiście prowokuje do szybkiej jazdy. Nie można jednak zapominać o tym, gdzie się dany kierowca znajduje i że obowiązują przepisy. Są tak skonstruowane, by nie doszło do takich tragedii - dodał sędzia.

 

Zaapelował do kierowców, by przestrzegali przepisów. - Nie sięgamy wyobraźnią do tego, że dziecku może potoczyć się piłka na jezdnię i dziecko za nią pobiegnie. Po to są ograniczenia by takie sytuacje przewidywać - dodał.

 

PAP