Fala oburzenia po ataku Trumpa na weterana ruchu praw obywatelskich

Świat
Fala oburzenia po ataku Trumpa na weterana ruchu praw obywatelskich
PAP/EPA/JIM LO SCALZO
Demokratyczny deputowany John Lewis (w środku).

Prezydent elekt Donald Trump skrytykował w sobotę na Twitterze demokratycznego deputowanego do Izby Reprezentantów Johna Lewisa za kwestionowanie jego zwycięstwa wyborczego. Atak na Lewisa, który jest weteranem ruchu praw obywatelskich, spotkal się z powszechnym potępieniem.

Lewis oświadczył w ubiegły piątek, że nie weźmie udziału w inauguracji prezydentury Trumpa 20 stycznia ponieważ nie uważa go za prawowitego prezydenta. - Sądzę, że Rosjanie pomagali temu człowiekowi w zwycięstwie. Pomogli też zniszczyć kandydaturę Hillary Clinton - powiedział Lewis w programie telewizji NBC "Meet the Press".

 

Trump napisał w odpowiedzi w sobotę na Twitterze, że Lewis, który reprezentuje w Izbie południowy stan Georgia, "powinien przeznaczać więcej czasu na pomaganie i odbudowę jego okręgu wyborczego, który jest w opłakanym stanie...(nie wspominając o przestępczości) zamiast fałszywie narzekać na wyniki wyborów". "Wszystko tylko słowa, słowa, słowa - brak działania lub rezultatów. Smutne !" - dodał.


Ostatni żyjący polityk Marszu na Waszyngton


Lewis jest jedną z czołowych postaci ruchu na rzecz praw obywatelskich czarnoskórych Amerykanów z lat 60. ub. wieku. Jest też ostatnim żyjącym politykiem, który przemawiał podczas słynnego Marszu na Waszyngton z 1963 r. pod przewodem zamordowanego później pastora Martina Luther Kinga.

 

Podczas marszu Lewis doznał w miejscowości Selma, w stanie Alabama, poważnego urazu głowy kiedy policja dokonała brutalnej interwencji. Później poświęcił swoje życie walce o równe prawa Afroamerykanów.


Wycofała się z występu na inauguracji


Atak Trumpa spotkał się z potępieniem licznych polityków, celebrytów i innych znanych osobistości a także licznych zwolenników Lewisa. W sobotę kilka tysięcy demonstrantów przemaszerowało ulicami Waszyngtonu do pomnika Martina Luthera Kinga wznosząc okrzyki: "Bez sprawiedliwości nie ma pokoju !".

 

Jedna z gwiazd nowojorskiego Broadwayu, czarnoskóra Jennifer Holliday, wycofała się z zapowiedzianego występu podczas inauguracji prezydentury Trumpa 20 stycznia. Oświadczyła, że nie zdawała sobie sprawy, że jej występ mógłby zostać interpretowany jako wyraz poparcia dla Trumpa.

 

Wypowiedź prezydenta elekta skrytykowali również liczni demokratyczni członkowie obu izb Kongresu.

 

Incydent wydarzył się na krótko przed przypadającym 16 stycznia Dniem Martina Luthera Kinga.

 

PAP

prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze