"U granic rosyjskich koncentrowane są amerykańskie czołgi, środki obrony przeciwrakietowej i lotnictwo bojowe" - pisze "NG" w podtytule. Gazeta twierdzi, że dochodzi do "wrzutek w mediach" w postaci informacji o zagrożeniu wojskowym ze strony Rosji.

 

Gazeta pisze o sześciu batalionach formowanych w Europie Wschodniej i wyraża przypuszczenie, że do każdego z nich zostaną dodane co najmniej dwie-trzy kompanie pancerne. "Jeśli bataliony te zostaną wzmocnione innymi pododdziałami sił zbrojnych krajów NATO - powietrznymi, piechoty zmotoryzowanej, artyleryjskimi i inżynieryjnymi, a także pododdziałami zwiadowczymi, tyłów i łączności - to będą już stanowić poważną brygadową grupę bojową, która zdolna będzie do prowadzenia operacji nie tylko obronnych, ale i ofensywnych" - twierdzi rosyjski dziennik.


"Zagrożenie dla bezpieczeństwa wojskowego Federacji Rosyjskiej"


Dodaje następnie: "można przypuszczać, że ku granicom rosyjskim zostaną przerzucone najnowocześniejsze modyfikacje czołgów M1A2 Abrams i bojowych wozów piechoty M2 Bradley, które przeszły sprawdzian w czasie działań bojowych w Jemenie, Iraku i Syrii". Podkreśla, że "nie mniejszym zagrożeniem dla bezpieczeństwa wojskowego Federacji Rosyjskiej i jej sojuszników są i inne projekty NATO".

 

Cytowany przez dziennik ekspert wojskowy Jurij Nietkaczew zauważa, że "trudno jest obecnie powiedzieć, jak do planów Pentagonu dotyczących rozmieszczenia w Europie czołgów i innego sprzętu odniesie się nowa administracja dowodzona przez prezydenta elekta Donalda Trumpa".

 

"Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że polityka wojskowa USA w regionie raczej nieprędko będzie modyfikowana. Trump już zadeklarował, że będzie umacniał siłę wojskową swojego kraju. Nie jest wykluczone, że zacznie to robić od wzmocnienia kontyngentu wojskowego w Europie, m.in. będzie np. kontynuował europejską obronę przeciwrakietową" - mówi Nietkaczew.

 

PAP