Jako cyberwojska "Kommiersant" określa oddziały ds. cyberbezpieczeństwa działające w celach wojskowych lub wywiadowczych; określa je również jako "hakerów pracujących na rzecz państwa". Cyberwojska Rosji liczą około 1000 osób, a nakłady na te siły to 300 mln dolarów rocznie - ocenia dziennik, powołując się na szacunki firmy Zecurion oraz swoje źródło w branży bezpieczeństwa informatycznego.

 

Do informacji Zecurionu, firmy zajmującej się bezpieczeństwem danych, inni przedstawiciele rynku odnoszą się krytycznie - zastrzega "Kommmiersant". Np. firma umieściła Wielką Brytanię w pierwszej piątce krajów z największymi wydatkami na cyberwojska (450 mln dol. rocznie) i określiła liczebność tych sił na 2000 ludzi. Jednak - jak zwraca uwagę Walentin Krochin z firmy Solar Security - rządowa brytyjska agencja GCHQ ma około 6 tys. pracowników i niejasne jest, dlaczego Zecurion uznał, iż 2 tys. z nich to ludzie zajmujący się właśnie cyberatakami.


20 tys. armia w Chinach


Zecurion w swoim wykazie umieszcza na pierwszym miejscu USA, a na drugim Chiny pod względem nakładów na cyberwojska (odpowiednio 7 mld dol. oraz 1,5 mld dol. rocznie). Dalsze miejsca zajmują: W. Brytania, Korea Południowa i Rosja, a za nimi: Niemcy, Francja, Korea Północna i Izrael.

 

Najliczebniejszą według Zecurionu cyberarmię mają Chiny - 20 tys. ludzi. Swoje szacunki firma oparła na budżetach wojskowych, strategiach bezpieczeństwa cybernetycznego, danych z organizacji międzynarodowych, oficjalnych komentarzach i informacjach poufnych.

 

Żaden kraj się nie przyznaje


Polemizując z tymi ocenami Krochin zauważa, że działania takie jak szpiegostwo, cyberataki i wojny informatyczne należą do kompetencji wywiadów, które "z reguły są agencjami cywilnymi i nie mogą wykorzystywać budżetów wojskowych". W strukturach wojskowych państw istnieją specjalistyczne oddziały, ale zajmują się one - przynajmniej według prawa - jedynie obroną informatycznej infrastruktury wojskowej.


"Najbardziej rozwinięte cyberjednostki mają Korea Południowa, Izrael, Iran i Estonia. Siły Włoch, Holandii, Turcji i Francji pod tym względem budzą pewne wątpliwości" - ocenia Krochin. Ekspert zaznacza, że żaden kraj nie przyznaje się do dokonywania ataków na systemy informatyczne innych państw.

 

PAP