Comey przekazał, że Krajowy Komitet Partii Demokratycznej (DNC) odmownie reagował na "wielokrotnie ponawiane wnioski" FBI o udostępnienie serwerów zaatakowanych przed wyborami prezydenckimi w listopadzie przez rosyjskich hakerów. Dodał, że nie zna powodów takiego postępowania. FBI ostatecznie oparła się na analizie kryminalistycznej przeprowadzonej przez firmę zajmującą się cyberbezpieczeństwem CrowdStrike.

 

Dane ze stanów przechwycone

 

Comey podkreślił, że "nie ulega wątpliwości", iż sprawcy rosyjskich cyberataków zdobyli dane z systemów wyborczych w niektórych stanach.

 

Nie ujawnił, czy FBI bada sprawę ewentualnych powiązań między współpracownikami prezydenta elekta USA Donalda Trumpa a Rosją, tłumacząc, że nie może mówić o tej sprawie w miejscu publicznym.

 

Wchodzący w skład senackiej komisji demokratyczny senator z Oregonu Ron Wyden zwrócił się do Comeya o przekazanie odtajnionej odpowiedzi na to pytanie przed zaprzysiężeniem Trumpa na prezydenta 20 stycznia. Szef FBI odpowiedział jednak, że nie jest pewien, czy będzie mógł udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi na to pytanie publicznie.

 

Wywiad: ingerencja Rosji mogła wpłynąć na wynik wyborów

 

W ubiegłym tygodniu szefowie służb wywiadowczych USA ocenili podczas przesłuchania w Senacie, że Rosja jest poważnym zagrożeniem cybernetycznym dla Stanów Zjednoczonych, a jej ingerencja w wybory prezydenckie w tym kraju miała na celu zwiększyć szanse Trumpa na wygraną i zaszkodzić jego rywalce, kandydatce Demokratów Hillary Clinton. Podkreślono, że "tylko najwyższe władze Rosji mogły te ataki zatwierdzić".

 

Kreml odrzuca oskarżenia o próby manipulowania przebiegiem wyborów w USA.

 

Komisja sił zbrojnych Senatu rozpoczęła dochodzenie w sprawie ingerencji Rosji w wybory w USA oraz takich zagrożeń cybernetycznych, jakimi były hakerskie ataki Rosji na serwery Partii Demokratycznej i sztabowców Clinton.

 

PAP