Z powodu braku znamion czynu zabronionego umorzone też zostało postępowanie wobec ratowników medycznych oraz lekarzy i personelu dwóch szpitali. Postanowienie nie jest jeszcze prawomocne - poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny.

 

Prokuratura ta wyjaśniała, czy podczas interwencji, która miała miejsce na osiedlu komunalnym w Białymstoku, doszło do przekroczenia uprawnień przez policjantów i czy ma z tym związek śmierć mężczyzny, którego próbowali wyprowadzić z mieszkania.

 

Zdarzenie rozpoczęło się od wezwania karetki pogotowia przez konkubinę 34-letniego, cierpiącego na schizofrenię mężczyzny. Załoga karetki oceniła, iż jest on pod wpływem alkoholu i w tym stanie nie może trafić do szpitala. Wezwana została policja, by go przewieźć na izbę wytrzeźwień.

 

Na balkonie doszło do szarpaniny

 

Funkcjonariusze uznali jednak, że mężczyzna nie jest pijany; podjęta została decyzja, by go jednak odwieźć do szpitala. Ponieważ nie chciał dobrowolnie wyjść z mieszkania i zaczął stawiać opór, na balkonie doszło do szarpaniny, funkcjonariusze użyli siły i gazu. Wtedy mężczyzna stracił przytomność. Podjęto reanimację. Według relacji policji, 34-latek odzyskał oddech i trafił do szpitala. Tam kilka dni później tam zmarł.

 

Śledztwo prowadzone było najpierw w Białymstoku, a potem w Olsztynie. W sumie dwa zespoły biegłych ustalały, co było przyczyną śmierci mężczyzny. Nie miał on bowiem takich obrażeń zewnętrznych, które mogły skutkować jego zgonem.

 

Pierwsza opinia została przygotowana w czerwcu. Biegli stwierdzili w niej, że "przyczyną śmierci była niewydolność wielonarządowa, jaka rozwinęła się w przebiegu ciężkiego niedotlenienia, spowodowanego wielokrotnymi zatrzymaniami krążenia i oddychania".

 

Badania specjalistyczne, połączone z analizą dokumentacji medycznej, nie wykazały zmian urazowych tłumaczących przyczynę śmierci - ocenili ci biegli. Badania nie wskazały także przyczyny chorobowej, która odpowiadałaby za nagłe zatrzymanie krążenia i oddychania. Nie pozwoliło to na jednoznaczne ustalenie, co mogło doprowadzić do "pierwotnego ustania czynności życiowych".

 

Przyczyna zgonu: niewydolność krążeniowo-oddechowa

 

Dlatego we wrześniu powołano kolejnych biegłych, a po uzyskaniu ich opinii podjęto decyzję o umorzeniu postępowania zarówno wobec policjantów, jak i ratowników z karetki oraz lekarzy i personelu z dwóch szpitali, gdzie trafił mężczyzna.

 

- Najbardziej prawdopodobną przyczyną zgonu była niewydolność krążeniowo-oddechowa, najprawdopodobniej w przebiegu arytmii, związanej z wcześniejszym schorzeniem pokrzywdzonego - powiedział w środę prok. Stodolny, powołując się na opinię biegłych.

 

- Podejmowane czynności przez funkcjonariuszy policji na miejscu zdarzenia (...) były prawidłowe, nie było żadnych obrażeń ciała, czy też użycie gazu nie spowodowało niczego, co mogło spowodować zgon tego pana. Czynności podjęte zarówno przez ratowników medycznych, jak i później przez jednostki szpitalne, były jak najbardziej prawidłowe - dodał prokurator.

 

Zamieszki po interwencji policji

 

Gdy mężczyzna, wobec którego podjęta była ta interwencja zmarł w szpitalu, przy jednym z białostockich komisariatów doszło do zamieszek. Ostatecznie za udział w nich dziewiętnaście osób dobrowolnie poddało się karze; były to w większości grzywny, zaś w jednym przypadku prace społeczne.

 

Na grzywnę została też skazana młoda kobieta, oskarżona o znieważenie dwojga policjantów. Dowodem było nagranie przebiegu interwencji na balkonie, które trafiło do internetu.

 

Swoją kontrolę dotyczącą przebiegu interwencji prowadziło MSWiA i Komenda Główna Policji. Po kilku tygodniach od tragicznego zdarzenia kontrolerzy uznali, że interwencja była zasadna, nie stwierdzili uchybień i nieprawidłowości w działaniu funkcjonariuszy.

 

PAP