Jak podkreślił, "nie demonizuje Jarosława Kaczyńskiego". - Pamiętam prezesa PiS jako bardzo gorącego obrońcę reguł konstytucyjnych, kiedy Lech Wałęsa jako prezydent próbował poza prawem rozwiązać parlament w 1994 r. - dodał.


Ujazdowski powiedział, że "żadnej decyzji nie podejmuje pod wpływem emocji".

 

- Liczyła się także nadzieja na to, że strategia przyjęta przez kierownictwo PiS ulegnie zmianie. Zawsze trzeba mieć nadzieję na to, że złe decyzje ulegną korekcie - stwierdził.


"Moja decyzja jest ostateczna"


Zaznaczył, że "nie ma żadnych rachub politycznych". 

 

- Odpowiedzialność za dobro państwa podyktowała moje kroki. Gdyby PiS nie obrał takiej strategii, koncentrowałbym się na pracy w Parlamencie Europejskim i tego sporu by nie było - dodał.


Jak podkreślił, "nie dostosowywał swojej decyzji do reguł marketingowych". - Nie nastawiam się na ciągłą obecność w mediach. Wyraziłem swoje przekonanie, podałem uzasadnienie mojej decyzji, ona jest ostateczna i na tym poprzestaję - wyjaśnił.


"Niekończąca się wojna plemienna"


- Miałem prawo sądzić, że rządy PiS będą odpowiadać temu, co głosiliśmy w kampanii wyborczej - powiedział Ujazdowski. Na pytanie Bartosza Kurka, czy w takim razie kampania wyborcza PiS była kłamstwem, odpowiedział, że "nie". - Chcę powiedzieć, że odstąpiono od jej przesłania po tak wysokim zwycięstwie wyborczym, które było niespodziewane - ocenił.


Zdaniem europosła "zawzięty spór", który ma miejsce w Polsce, to "prawdziwe nieszczęście". 

 

- Zarówno dyskwalifikowanie moralne opozycji przez PiS, jak i zapowiedź rewanżu ze strony opozycji. To zawziętość, której trzeba w Polsce uniknąć, bo to perspektywa niekończącej się wojny plemiennej - dodał Ujazdowski.

 

Polsat News, polsatnews.pl