- Spodziewam się kolejnych transferów więźniów - oznajmił Earnest. Podkreślił, że wypowiedzi prezydenta elekta nie mają żadnego wpływu na decyzje podejmowane przez prezydenta Baracka Obamę, który pełni urząd do 20 stycznia.

 

Trump napisał wcześniej, że jest przeciwny dalszemu zwalnianiu więźniów z amerykańskiej bazy wojskowej Guantanamo.

 

- Nie powinno być dalszych zwolnień z Gitmo - napisał, używając wojskowej nazwy bazy. - To są bardzo niebezpieczni ludzie i nie powinno się im pozwolić na powrót do udziału w walkach - podkreślił.

 

Trump: "Więzienie powinno być zapełnione"

 

Już w czasie kampanii Trump zapowiadał, że jako prezydent utrzyma więzienie na Kubie, które jego zdaniem powinno być zapełnione "złymi facetami".

 

Prezydent USA Barack Obama obiecał podczas swej kampanii wyborczej osiem lat temu, że zamknie owiane złą sławą i krytykowane przez obrońców praw człowieka oraz państwa europejskie więzienie w Guantanamo.

 

Administracja USA tłumaczyła wielokrotnie, że dotychczas się to nie udało, bo Kongres co roku blokował postawienie więźniów przed sądami federalnymi i ich przyjazd do USA.

 

Pozostało 59 więźniów

 

Jednak Obamie udało się znacząco zmniejszyć liczbę więźniów z Guantanamo - z 242 na początku jego pierwszej kadencji w styczniu 2009 roku do 59 obecnie. Według "New York Timesa", wkrótce Biały Dom ma zadecydować o odesłaniu do Włoch, Omanu, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich kolejnych dwudziestu zatrzymanych.

 

Pierwszych więźniów zaczęto sprowadzać do wojskowej bazy USA w Zatoce Guantanamo na Kubie w 2002 roku w odpowiedzi na ataki na Nowy Jork i Waszyngton z 11 września 2001 roku. Jak twierdziły ówczesne władze USA, zamknięci zostali tam najgroźniejsi terroryści na świecie - islamscy ekstremiści, talibowie i bojownicy Al-Kaidy.

 

Jednak spośród 779 osób, które przeszły przez więzienie w Guantanamo, większość wypuszczono jeszcze za prezydentury George'a W. Busha bez postawienia im formalnych zarzutów. Jak dotąd skazano tylko kilku więźniów, w tym kierowcę Osamy bin Ladena.

 

Inauguracja Trumpa 20 stycznia

 

Inauguracja Trumpa odbędzie się 20 stycznia, podczas wielkiej ceremonii przed Kapitolem. Zgodnie z konstytucją nowi deputowani objęli funkcję 3 stycznia.

 

We wtorek na szefa Izby Reprezentantów ponownie został wybrany Paul Ryan, co potwierdza jego mocną pozycję w Kongresie USA, a także pozycję osoby z bliskiego otoczenia prezydenta elekta Donalda Trumpa. Wybór Ryana nie był zaskoczeniem.

 

Za jego kandydaturą opowiedziało się 239 kongresmenów, podczas gdy 189 deputowanych oddało głos na Demokratkę Nancy Pelosi. Ryana poparli prawie wszyscy republikańscy kongresmeni z izby niższej.

 

46-letni skrajnie liberalny Ryan, który w 2012 roku był kandydatem na wiceprezydenta USA, został szefem Izby Reprezentantów w październiku 2015 roku w następstwie rewolty w radykalnie konserwatywnym skrzydle mających większość w izbie Republikanów. Już w połowie listopada Republikanie zasiadający w izbie opowiedzieli się za tym, by Ryan pozostał na stanowisku.

 

W wyborach parlamentarnych, które odbyły się 8 listopada 2016 roku wraz z wyborami prezydenckimi, Republikanie zachowali większość również w Senacie. Zadaniem Ryana i przywódcy senackich Republikanów Mitcha McConnella będzie wprowadzenie ogromnego programu legislacyjnego konserwatystów, który obecnie jest blokowany przez demokratycznego prezydenta Baracka Obamę.

 

Paul Ryan mimo wahań, a nawet słów krytyki pod adresem kandydata Republikanów Donalda Trumpa w ostatniej chwili kampanii wyborczej zdecydowanie go poparł. Po wyborze Trumpa powiedział, że "będzie pracował ramię w ramię" z nowym prezydentem, by wcielać w życie program Republikanów. Obaj zapowiadali współpracę m.in. w sprawie uchylenia reformy ubezpieczeń zdrowotnych Obamacare oraz znacznej obniżki podatków i ich uproszczeń.

 

 

PAP