"Samolot szybko wylądował, na pokład weszli antyterroryści". Pasażerowie o alarmie bombowym

Polska

Pasażerowie polskiego samolotu, który musiał w piątek wieczorem awaryjnie lądować w Pradze, wrócili do kraju. Na lotnisku relacjonowali co się wydarzyło. Opowiadali, że w trakcie lotu mężczyzna grożący posiadaniem ładunku wybuchowego dyskutował z załogą. - Nie było krzyków, była rozmowa - mówił jeden z nich. Według niego, inny z pasażerów miał pomóc w obezwładnieniu mężczyzny.

Samolot czarterowej linii Enter Air lecący z Las Palmas do Warszawy awaryjnie wylądował w piątek wieczorem w Pradze z powodu pasażera, który twierdził, że ma bombę. Jednostka antyterrorystyczna wyprowadziła z pokładu sprawcę alarmu. Zatrzymany w stolicy Czech 68-letni Polak jest podejrzewany o spowodowanie zagrożenia dla ruchu lotniczego i wywołanie fałszywego alarmu - podała w sobotę agencja prasowa CTK.

 

- Samolot szybko wylądował w Pradze. Na pokład weszli antyterroryści; następnie wszyscy pasażerowie zostali dokładnie przeszukani - po dwie osoby wychodziły do autokaru - opowiadał jeden z pasażerów w sobotę w rozmowie z dziennikarzami na warszawskim Okęciu.

 

"Był impulsywny"

 

- Pilot poinformował nas, że mamy awarię (...) zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak, że jest pan, który pomimo uwag stewardes wstaje, chodzi po samolocie. Żona zwracała mu uwagę, jednak nie słuchał. Był bardzo impulsywny; nie był groźny, ale zaczepny. Opowiadał, że zwiedził cały świat. Pani, która siedziała obok niego mówiła, że on powiedział, że jeśli wylądujemy, to wyjdzie w kaftanie - relacjonowała inna z pasażerek.

 

Kolejny z pasażerów opowiadał, ze cała akcja była przeprowadzona profesjonalnie. Problemy organizacyjne pojawiły się już później, na lotnisku w Pradze. - Musieliśmy się prosić o koce - mówił.

 

 

Inni pasażerowie po wylądowaniu w Warszawie także skarżyli się w rozmowie z dziennikarzami, że na lotnisko w Pradze nie przyjechał do nich nikt ze strony przewoźnika, cały czas przesuwano godzinę odlotu, a informacje, które otrzymywali, były nieczytelne.

 

- W końcu pojawiła się jakaś osoba, zastępca konsula, który usiłował uspokajać ludzi  - mówił jeden z pasażerów.

 

Kolejna pasażerka, mówiła, że nie ma pretensji z powodu nocy spędzonej na lotnisku. - Wiem, jak trudno jest zorganizować nocleg w hotelu dla tak wielu osób w tak krótkim czasie - dodała.

 

Polsat News, PAP, Fot. PAP/Leszek Szymański

kan/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze