Niemal codziennie wychodzą na jaw nowe szczegóły w sprawie domniemanego zamachowca z Berlina Anisa Amriego. Opozycja w Bundestagu grozi powołaniem parlamentarnej komisji śledczej. Przewodniczący klubu parlamentarnego Lewicy Frank Tempel jest przekonany, że niemieckie służby zawiodły. "Było wystarczająco wskazówek, można było uniknąć ofiar" - powiedział dziennikowi "Berliner Zeitung". Zdaniem Templa w przypadku Amriego niemieckie służby nie stanęły na wysokości zadania podobnie jak miało to miejsce w sprawie neonazistowskiego ugrupowania terrorystycznego Narodowosocjalistyczne Podziemie (NSU), na którym ciąży zarzut zamordowania dziesięciu osób.

 

Wniosek o powołanie komisji śledczej


Równie krytycznie wypowiedział się poseł do Bundestagu z ramienia Zielonych Hans-Christian Ströbele. "Jeżeli szybko nie otrzymamy od rządu wyczerpujących informacji, w trybie przyspieszonym złożymy wniosek o powołanie komisji śledczej" - oznajmił w rozmowie z dziennikarzami sieci mediów "Redaktionsnetzwerk Deutschland".


Ekspertka ds. bezpieczeństwa partii Lewica Martina Renner powiedziała tej samej sieci, że mamy do czynienia ze "skandalicznie błędną oceną" sytuacji przez kompetentne służby. Zarzuciła też UE, że do tej pory nie istnieją jednolite dla całej Unii kryteria decydujące o tym, czy dana osoba powinna być uznana za zagrożenie, tzw. Gefährder.


17 stron informacji


Jak szczegółowo służby bezpieczeństwa były poinformowane o Amrim, dowodzi dokument z jego profilem osobowym. Według informacji grupy dziennikarzy śledczych z NDR, WDR i Sueddeutsche Zeitung, 14 grudnia, pięć dni przed zamachem w Berlinie 17-stronnicowy dokument ten został zaktualizowany.


Służby bezpieczeństwa wiedziały na podstawie jego telefonu komórkowego, że Amri szukał w Internecie informacji na temat budowy bomby. Już w lutym nawiązał kontakt z przedstawicielami tzw. Państwa Islamskiego (IS) i miał w zawoalowany sposób zadeklarować swoją gotowość do przeprowadzenia samobójczego zamachu.


Między lutym a listopadem 2016 co najmniej siedmiokrotnie był tematem rozmowy w Niemieckim Centrum do Walki z Terroryzmem (GTAZ) w Berlinie. Przynajmniej dwukrotnie dyskutowano, czy Amri planuje konkretny zamach. Mimo zgromadzonych informacji uznano, że nie jest to prawdopodobne. Z dokumentów znanych zespołowi dziennikarzy NDR, WDR i Sueddeutsche Zeitung wynika też, że już w 2015 roku Amri parokrotnie przyznał tzw. osobie zaufania w Krajowym Urzędzie Kryminalnym Nadrenii Północnej-Westfalii, że planuje dokonanie zamachu.


Śledztwo umorzone


Według informacji "Spiegel Online", w 2015 roku Amri pięciokrotnie otrzymał zaświadczenie potwierdzające jego status jako ubiegającego się o azyl – trzy razy wystawiły je urzędy w Nadrenii Westfalii-Północnej, raz w Berlinie, raz w Hamburgu. Wiadomo było, że posługuje się kilkoma tożsamościami.


W listopadzie 2015 dwukrotnie złożył wniosek o świadczenia socjalne – raz w Emmerich, raz w Oberhausen. Prokuratura w Duisburgu wszczęła przeciwko niemu śledztwo pod zarzutem oszustwa, zostało jednak umorzone, bo nie było wiadomo, gdzie przebywa.


Także w berlińskiej prokuraturze założono akta w jego sprawie. W 2015 roku w urzędzie do spraw zdrowia i opieki socjalnej (Lageso) w Berlinie, gdzie są rejestrowani uchodźcy, Tunezyjczyk miał uderzyć pięścią w twarz ochroniarza. Legitymował się wtedy jednak nie nazwiskiem Amri, tylko "Ahmad Zaghoul". Także śledztwo w tej sprawie zostało umorzone, ponieważ "Zaghoul" był nieuchwytny.


Również w Berlinie, od kwietnia do września 2016 organa ścigania obserwowały jego komunikowanie przez telefon i w Internecie. Istniało bowiem podejrzenie, że w islamistycznym środowisku we Francji ma zamiar zorganizować sobie broń do zamachu. Z tej obserwacji wyniknęło jednak tylko podejrzenie, że Amri handluje w parku narkotykami jako drobny dealer. Monitoring telefonu i internetowych aktywności podejrzanego został zakończony.

 

30-minutowe nagranie z przysięgą na wierność


Jest jeszcze wiele niewyjaśnionych pytań w sprawie nieżyjącego tymczasem Amriego. Tuż po jego śmierci we Włoszech "agencja prasowa" Amak, tuba propagandowa IS opublikowała wideo, na którym widoczny jest też Anis Amri. W blisko trzyminutowym nagraniu przysięga wierność przywódcy IS Abu Bakr al-Baghdadiemu. Niemiecka Prokuratura Federalna wychodzi z założenia, że wideo jest autentyczne – powiedziała w czwartek rzeczniczka prokuratury.


Także w czwartek został wypuszczony na wolność 40-letni Tunezyjczyk zatrzymany w środę w Berlinie pod podejrzeniem działania jako osoba kontaktowa Amriego. Podejrzenie to się nie potwierdziło.


dpa, afpd, tagesschau.de, Deutsche Welle