Od początku listopada w samej tylko miejscowości Mc Allen na granicy amerykańsko-meksykańskiej 400 osób ubiega się każdego dnia o przyznanie azylu. Część z nich pochodzi z biednych krajów - Hondurasu, Salwadoru czy Gwatemali, gdzie toczą się wojny gangów. Niektórzy mają już w USA rodzinę. Większość ucieka przed biedą, ale ci zazwyczaj nie otrzymują zezwolenia na pobyt.

 

W samym tylko listopadzie straż graniczna zatrzymała prawie 50 tys. imigrantów - o 44 proc. więcej niż w listopadzie 2015 roku. Eksperci cytowani przez "Wall Street Journal" nie mają złudzeń - ci ludzie chcą przedostać się do Stanów Zjednoczonych przed 20 stycznia, kiedy funkcję prezydenta obejmie Donald Trump, miliarder, który, zdaniem wielu, wygrał wybory dzięki zdecydowanym poglądom na temat nielegalnych imigrantów. Wśród najsłynniejszych postulatów wyborczych Trumpa wystarczy wymienić bardziej zdecydowaną deportację tych, którzy przebywają w kraju bez pozwolenia oraz wybudowanie muru na granicy amerykańsko-meksykańskiej, by uniemożliwić nielegalny przepływ ludzi.

 

- To ostatni miesiąc, by przedrzeć się przez granicę - mówią imigranci.

 

Wyższe ceny, więcej chętnych

 

Służby graniczne, powołując się na zatrzymanych uchodźców, twierdzą, że mieszkańcy Ameryki Środkowej są zachęcani przez przemytników do szybszego podjęcia decyzji o emigracji, zanim Trump "zablokuje granicę". Rosną też ceny za pomoc przy przekroczeniu granicy, a chętnych na podobną usługę wciąż nie brakuje, zwłaszcza że przemytnicy rozpuszczają też często plotki o tym, jak wielkie zmiany mają zajść po objęciu przez Trumpa nowego stanowiska.

 

- Sąsiedzi przekonywali mnie, że kiedy już raz przekroczysz granicę, wtedy rząd cię wspiera. Bardzo się bałem, że po tym, co wydarzyło się podczas wyborów, już nigdy nie będzie to możliwe - powiedział José Maltez Castro, 34-letni sprzedawca motocykli z Salwadoru, który w grudniu został złapany przez straż graniczną po tym, jak przepłynął pontonem przemytników rzekę Rio Grande, by dostać się do USA. Razem z nim była 5-letnia córka i 3-letni syn.

 

Castro tłumaczył, że w ojczyźnie gangsterzy regularnie grozili, że uprowadzą mu starszą córkę i zmuszą ją do prostytucji. Mężczyzna wydał więc 1500 dolarów (około 6 tys. zł), by przedrzeć się z młodszymi dziećmi przez granicę. Wkrótce miał sprowadzić do siebie kolejną córkę i żonę. Nie udało mu się.

 

Uchodźcy z Kuby

 

Ale, jak przekonuje włoski dziennik "La Repubblica", problem nie dotyczy tylko mieszkańców Hondurasu, Salwadoru czy Gwatemali. Na przekroczenie granicy decyduje się także dużo więcej Kubańczyków. Również na ich decyzję wpływ miał mieć wynik wyborów prezydenckich w USA.

 

Do tej pory mieszkańcy tej egzotycznej wyspy mogli dużo łatwiej niż inni uzyskać azyl w Stanach. Teraz boją się, że Trump odbierze im ten przywilej. Uważa się, że nawet 90 tys. Kubańczyków mogło w ciągu mijającego roku nielegalnie opuścić ojczyznę, by przedostać się do Stanów Zjednoczonych.

 

Wall Street Journal, La Repubblica