"Nieżyjący Anis Amri zachował w swoim telefonie komórkowym numer tego 40-letniego obywatela tunezyjskiego. Dalsze ustalenia śledztwa sugerują, że mógł on być powiązany z atakiem" - podała w krótkim komunikacie prokuratura.

 

W domu i firmie zatrzymanego 26 grudnia przeprowadzone rewizje. Prokuratura ma czas do czwartku wieczór na ustalenie, czy są podstawy do formalnego aresztowania Tunezyjczyka. Jego nazwiska nie podano.

 

24-letni Tunezyjczyk Anis Amri, podejrzewany przez niemieckich śledczych o to, że kierował 19 grudnia ciężarówką na polskich numerach rejestracyjnych, którą wjechał w tłum na świątecznym jarmarku w Berlinie, został zastrzelony przez włoska policję niedaleko Mediolanu w piątek. Wszystko wskazuje, że z Niemiec dotarł on do Włoch przez Holandię i Francję.

 

W zamachu zginęło 12 osób, a około 50 zostało rannych. Wśród ofiar jest polski kierowca ciężarówki Łukasz Urban, który został zastrzelony przez napastnika.

 

W sobotę w Tunezji zatrzymano trzy osoby z rodziny zamachowca, w tym jego bratanka lub siostrzeńca, który przyznał się do kontaktowania z Amrim za pośrednictwem szyfrowanego komunikatora internetowego.

 

PAP