Palestyński przywódca zaznaczył, że rozmowy z Izraelem musiałyby się odbywać w określonych ramach czasowych i na podstawie prawa międzynarodowego. To jego zdaniem obejmuje rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ z ubiegłego tygodnia, która określa żydowskie osadnictwo na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu i w anektowanej Jerozolimie Wschodniej jako sprzeczne z prawem międzynarodowym i stanowiące przeszkodę dla trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie. Rezolucji tej sprzeciwiał się Izrael.

 

W środę w Waszyngtonie urzędujący do 20 stycznia szef amerykańskiej dyplomacji w przemówieniu nakreślającym wizję uregulowania kwestii bliskowschodniej odchodzącej administracji prezydenta Baracka Obamy opowiedział się za rozwiązaniem opartym na dwóch osobnych państwach - żydowskim i palestyńskim. Jego zdaniem stanowi ono jedyną możliwą drogę do pokoju między Izraelem a Palestyńczykami.

 

Kerry: linia sprzed wojny sześciodniowej powinna wyznaczać granicę

 

Kerry powiedział, że przyszłą granicę między Izraelem a Palestyną powinna wyznaczać linia z 1967 roku, czyli sprzed wojny sześciodniowej, z uzgodnionymi przez obie strony korektami, a Jerozolima powinna być stolicą obu państw. Izrael stałby się wówczas państwem żydowskim - mówił szef dyplomacji USA. Tymczasem zachowanie status quo jego zdaniem oznaczałoby "wieczną okupację".

 

W swoim wystąpieniu Kerry bronił decyzji USA, by umożliwić (nie wetować) przyjęcie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji potępiającej nielegalne w świetle prawa międzynarodowego żydowskie osadnictwo na terenach palestyńskich. "Celem było zachowanie rozwiązania opartego na dwóch państwach" - podkreślił.

 

Palestyńczycy sprzeciwiają się określaniu Izraela jako państwa żydowskiego ze względu na mieszkających tam Arabów - obywateli Izraela oraz roszczenia palestyńskich uchodźców.

 

PAP