Ocenił, że była to "poważna próba sparaliżowania władzy w sposób siłowy, niedemokratyczny". - Jej podstawą było to, że nie uchwalimy budżetu - powiedział.

 

Według prezesa PiS hasło rewolty miało brzmieć: "kryzys państwa, bo nie ma budżetu". - A okupacja Sejmu w tych planach miała uniemożliwić uchwalenie go także w następnych tygodniach, a może i miesiącach. Tak to sobie zaplanowali, ale nie daliśmy się w tę pułapkę wciągnąć i budżet został sprawnie oraz legalnie uchwalony - powiedział Kaczyński.

 

"To było zaplanowane. Już wcześniej mieli zamówioną scenę, kanapki itp."

 

Ocenił, że forma i zakres obecności dziennikarzy w Sejmie "to był całkowity pretekst", a sprawa została już wyjaśniona i załatwiona.

 

Zaznaczył, że "pewne zmiany były konieczne, pewna kontrola jest konieczna choćby ze względów bezpieczeństwa, czy skokowego wzrostu liczby redakcji w Polsce". - Ale nie oznacza to, by dziennikarzy z Sejmu w ogóle się należało pozbywać czy ograniczać ich prawa. Nikt tego nie planował - powiedział prezes PiS.

 

"Ale podkreślam: to był w tym puczu tylko pretekst. Gdyby nie było sprawy mediów, wymyśliliby coś innego. Byli przygotowani na tę akcję. Zamówili kanapki w Sejmie, mieli gotową scenę i zmobilizowany aktyw przed Sejmem. To była planowana awantura. Następnie opozycja ogłosiła, że nie obowiązują jej żadne reguły, także prawne, które panują w Sejmie, że nie obowiązuje jej prawo karne, że może atakować posłów, funkcjonariuszy publicznych - powiedział Kaczyński.

 

"Prof. Pawłowicz zaatakowano i lżono z niej. Media pokazały to inaczej"

 

Prezes PiS został też zapytany, czy obserwował media w tym okresie. - Media osiągnęły dno. Po pierwsze, brały bezpośrednio udział w próbie puczu, później ataku na Sejm. Ona się wprawdzie nie udała, bo okazali się za słabi, ale taką próbę podjęto, a media zwoływały ludzi, by wzięli w niej udział. To coś w państwie demokratycznym niesłychanego - mówił Kaczyński.

 

- Po drugie, potem pokazywały to, co się stało w sposób całkowicie zakłamany. Gdy bojówki zaatakowały kobietę, posłankę, prof. Krystynę Pawłowicz, lżąc ją, rzucając plastikowymi butelkami, w mediach przedstawiono to, jako akt agresji z jej strony. Bo postanowiła wyjść z Sejmu! Jakby jej tego nie było wolno. Mieliśmy do czynienia z obrzydliwymi kłamstwami - powiedział prezes PiS.

 

"Atakowanie posłów jest przestępstwem"

 

Na pytanie, czy coś chcą z tym zrobić odpowiedział, że będą pisane "wszelkie możliwe skargi i protesty".

 

- Ale osobiście, jako poseł, uważam, że to podstawa do poważnego wytknięcia tych nadużyć właścicielom poszczególnych mediów. Tak łgać, tak odwracać wartości, przedstawiać lżonego i atakowanego człowieka jako agresora, nie wolno. Nie wolno też pomijać informacji o przestępczym charakterze działań opozycji, Bo uniemożliwienie swobody ruchu innym obywatelom, posłom, atakowanie ich, lżenie i obrzucanie butelkami jest przestępstwem - powiedział szef PiS.

 

Awantura w Sejmie i zablokowanie wyjść przez zwolenników KOD

 

W piątek 16 grudnia w Sejmie podczas głosowań nad poprawkami do projektu budżetu na 2017 r. posłowie opozycji z trybuny sejmowej protestowali przeciwko projektowanym zmianom w zasadach obecności mediów w Sejmie. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński wykluczył z obrad posła PO Michała Szczerbę.

 

Posłowie opozycji wobec wykluczenia z obrad posła PO i wobec projektowanych zmian w zasadach pracy dziennikarzy w Sejmie, zablokowali mównicę sejmową. Marszałek Kuchciński podjął decyzję o kontynuowaniu obrad w Sali Kolumnowej. Opozycja uznała takie działanie za nielegalne. W głosowaniach na Sali Kolumnowej posłowie w nich uczestniczący uchwalili m.in. budżet na 2017 r. i tzw. ustawę dezubekizacyjną.

 

Przed Sejmem 16 grudnia wieczorem demonstrowali zwolennicy KOD, Nowoczesnej i Obywateli RP; protestowali przeciwko zmianom organizacji pracy dziennikarzy w Sejmie oraz wspierali protestujących w Sejmie polityków opozycji. Pikiety odbyły się w kilku polskich miastach.

 

Protestujący, którzy w nocy z piątku na sobotę kontynuowali protest przed Sejmem przeszli w marszu wokół sejmowych gmachów; wcześniej zablokowali wyjścia z Sejmu uniemożliwiając posłom wyjazd samochodami. Posłowie opozycji pozostają na sali plenarnej Sejmu - jak zapowiedzieli będą tam co najmniej do 11 stycznia, gdy rozpoczyna się kolejne posiedzenie Sejmu.

 

PAP