Tunezyjczyk Anis Amri był poszukiwany listem gończym w całej Europie.

 

Mężczyzna miał być zatrzymany do rutynowej kontroli około godz. 3 nad ranem w piątek przed wejściem na stację metra w gminie Sesto San Giovanni na obrzeżach Mediolanu. Amri był pieszo. Poproszony przez dwóch funkcjonariuszy o dokumenty, sięgnął do plecaka, z którego wyciągnął broń, i strzelił do jednego z policjantów, raniąc go w ramię. Miał przy tym krzyczeć "Allahu Akbar". Policjanci odpowiedzieli ogniem i zastrzelili Tunezyjczyka.

 

"Corriere della Sera" poinformowało, że Amri użył pistoletu o kalibrze 22 - tego samego, z którego zastrzelił w poniedziałek porwanego polskiego kierowcę, kiedy ten próbował powstrzymać Tunezyjczyka przed dokonaniem zamachu.

 

Bohaterowie z policji

 

Życiu postrzelonego policjanta nie zagraża niebezpieczeństwo. W piątek rano przeszedł operację. Otrzymał też telefoniczne podziękowania od ministra spraw wewnętrznych Włoch Minnitiego, tak samo, jak drugi z funkcjonariuszy.

 

Postrzelony policjant w szpitaluPAP/EPA/ITALIAN POLICE PRESS OFFICE / HANDOUT
Postrzelony policjant w szpitalu

 

 

 

- Postrzegamy ich jako niezwykłych młodych ludzi (policjanci mieli 29 i 36 lat - red.), którzy, spełniając swój obowiązek, nadzwyczajnie przysłużyli się społeczności - skomentował Minniti. - Wyrażę to, co czuje cały kraj, mówiąc, że Włochy są im wdzięczne - dodał.

 

Na Facebooku powstała w piątek grupa wielbicieli 29-letniego policjanta Luki Scatà, który zastrzelił Amriego. W ciągu godziny polubiło go ponad dwa tys. osób.

 

 

 

"System bezpieczeństwa działa"

 

Minister spraw wewnętrznych Minniti oświadczył na konferencji prasowej, że obowiązujący we Włoszech stan podwyższonych środków bezpieczeństwa i wzmocnionych kontroli pozwala na natychmiastową identyfikację i "neutralizację" uciekającego osobnika, który dostaje się na terytorium kraju.

 

- To oznacza, że system bezpieczeństwa działa - ocenił szef MSW.

 

Przyjechał z Francji

 

W plecaku Amriego znaleziono bilet kolejowy z Chambery we Francji. Agencja prasowa Ansa podała, powołując się ma źródła w oddziałach policji do walki z terroryzmem, że mężczyzna przyjechał najpierw do Turynu, na północy kraju, i tam wsiadł do pociągu do Mediolanu, gdzie dotarł około 1 w nocy z czwartku na piątek. Z dworca głównego w stolicy Lombardii pojechał do Sesto San Giovanni; tam zatrzymał go patrol policji do kontroli.

 

"Corriere della Sera" poinformowało, że według włoskich służb mężczyzna najprawdopodobniej planował przedostać się na południe Włoch. Wciąż nie wiadomo, jak mężczyzna przedostał się z Niemiec do Francji.

 

Według źródeł policyjnych sprawdzenie odcisków palców zastrzelonego w Mediolanie mężczyzny potwierdziło, że był to odpowiedzialny za przeprowadzenie poniedziałkowego zamachu w stolicy Niemiec.

 

Amri, 24-letni imigrant z Tunezji, przyjechał do Niemiec w lipcu 2015 roku, a od lutego 2016 roku przebywał głównie w Berlinie. Złożony przez niego wniosek o azyl został odrzucony w czerwcu br., jednak jego deportacja nie doszła do skutku ze względu na brak dokumentów potwierdzających jego tożsamość, a władze Tunezji początkowo zaprzeczały, by Amri był obywatelem tego kraju. Za aresztowanie Anisa Amriego niemieckie władze oferowały 100 tys. euro nagrody.

 

Zamach w Berlinie

 

Zarejestrowana w Polsce ciężarówka wjechała w poniedziałek wieczorem w tłum uczestników jarmarku świątecznego na Breitscheidplatz w Berlinie. Domniemany kierowca - Pakistańczyk - został zatrzymany przez policję dzięki wskazówkom świadka, który twierdził, że śledził sprawcę od momentu opuszczenia przez niego rozbitej szoferki TIR-a.

 

Pod kołami rozpędzonej ciężarówki zginęło 11 osób. Dwunastą ofiarą śmiertelną jest polski kierowca, którego ciało znaleziono w szoferce.

 

PAP, La Stampa