"Szanowna Pani Premier, słuchając Pani niedawnego wystąpienia trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że dla pomyślności społeczeństwa trzeba działać razem, bo jesteśmy jednym narodem" - rozpoczęli swój list pracownicy kopalni. "Tylko jak te słowa mają się do tego, co robicie z załogą kopalni Makoszowy i najlepszą kopalną?" - pytali dalej.


"Nikt z nami nie chciał rozmawiać"


W liście do premier związkowcy przypomnieli, że wysyłali pisma do premier, które pozostały bez odpowiedzi lub były przekierowywane do sekretariatów. "Na jedno z pism otrzymaliśmy zapewnienie, że kopalnia będzie funkcjonowała do 2018 r., ale i to było tylko obietnicą bez pokrycia" - podkreślono.


Górnicy wskazali także, że spotkali się z minister z Kancelarii Premiera Elżbietą Witek, ale "padło wiele obietnic, żadna z nich nie została spełniona", a "minister Grzegorz Tobiszowski (wiceminister w ministerstwie energii – red.) wszem i wobec długo zapewniał, że mamy cierpliwie czekać, ponieważ nie stanie się krzywda kopalni".


Przywołali również wizytę w Kancelarii Premiera podczas Barbórki "z kwiatami i petycją". "Nikt z nami nie chciał rozmawiać, kwiaty pozostały na środku drogi" - napisali związkowcy.


"Jest pani wprowadzana w błąd"


Jak podkreślili, "to tylko kilka przykładów próby zwrócenia uwagi na to, że jest Pani wprowadzana w błąd przed swoich doradców, bo nie wierzymy, że zgadza się Pani na tworzenie monopolu w górnictwie, co będzie skutkowało drastycznym wzrostem cen na węgiel dla indywidualnych odbiorców oraz podwyżkami cen energii".


"Nikt nie ma odwagi"


"Na zakończenie, pomimo wszystkiego, wierzymy, że to Panią jednak obchodzi, ale to, co Ministerstwo Energii przygotowało dla kopalni Makoszowy to jeden cyrk. Z dnia na dzień przenosi się pracowników, oczywiście dotyczyć to będzie tylko części pracowników tj. około 300 osób, pozostali tj. 1100 osób jeździ sama po proponowanych zakładach w wyniku psychozy jaką niepotrzebnie stworzono, w zamian otrzymują obietnice bez pokrycia".


"Nikt z Pani otoczenia nie ma odwagi, aby spotkać się z załogą i powiedzieć prawdę w oczy" – zakończyli list związkowcy.

 
"Prosiliśmy tylko o spotkanie"


Związkowcy napisali także do prezydenta Andrzeja Dudy. "Na spotkaniu w Zabrzu podczas pana wizyty rozmawialiśmy o sytuacji naszej kopalni. Wszyscy zgodziliśmy się co do tego, że informacje przekazywane przez przedstawicieli Ministerstwa Energii są, delikatnie mówiąc, nieprawdziwe" - podkreślili.


Zaznaczyli, że uznali, że należy doprowadzić do konfrontacji z ministrem energii Krzysztofem Tchórzewskim. "Panie Prezydencie, prosiliśmy tylko o spotkanie i dialog z ministrem Tchórzewskim. Czyżby nasza prośba była tak wielka, że aż niemożliwa do spełnienia?" - zapytali związkowcy.


"Sytuacja urąga standardom cywilizacyjnym"


"W ostatnich dniach to, co się dzieje w kopalni urąga jakimkolwiek standardom cywilizacyjnym, traktuje się ludzi jak inwentarz" - napisali górnicy. "Do dnia dzisiejszego nikt się z ludźmi nie spotkał, rozgania się część załogi na inne kopalnie w ten sposób niwecząc możliwości najlepszej i najbezpieczniejszej kopalni w Polsce, na którą wydano niepotrzebnie pieniądze z budżetu państwa" – dodali.

  

Problemy kopalni

 

Kopalnia Makoszowy nie jest w stanie funkcjonować bez dopłat produkcyjnych, które zagwarantowane są tylko do końca roku. W ubiegłym roku przekonywano górników, ze znajdzie się inwestor, który pomoże kopalni. Teraz władze zakładu proponują załodze zatrudnienie w innych kopalniach.

 

W kopalni odbyło się referendum. Ponad 98 proc. głosujących zadeklarowało, że będzie broniło kopalni bez względu na to, czy dostaną inne oferty pracy.


Górnicy w ubiegłym tygodniu pikietowali przed siedzibą kopalni. Część z nich także protestowała odmawiając wyjazdu na powierzchnię.

 

polsatnews.pl