"Departament Stanu ostrzega obywateli Stanów Zjednoczonych z powodu podwyższonego ryzyka ataków terrorystycznych w Europie, szczególnie podczas okresu świątecznego. Obywatele amerykańscy powinni zachować czujność podczas festiwali świątecznych, imprez plenerowych i jarmarków" - napisano w oficjalnym ostrzeżeniu amerykańskich służb wydanym jeszcze w listopadzie.

 

"Wiarygodne informacje wskazują, że Islamskie Państwo Iraku i Bliskiego Wschodu, Al-Kaida i ich filie nadal planują ataki terrorystyczne w Europie i planują skupić się na nadchodzących świętach oraz towarzyszących im wydarzeniach" - alarmowała amerykańska administracja.

 

Ostrzeżenia dla Niemiec

 

Według nieoficjalnych doniesień mediów, jako najbardziej zagrożone kraje wskazywano Niemcy, Francję i Belgię. Tego typu ostrzeżenia miały płynąć do niemieckich służb od agentów z różnych państw. Z tych informacji miało wynikać, że terroryści mają nie tylko przygotowywać ataki, ale i pozyskiwać w Europie środki na finansowanie swojej działalności.

 

Kilka dni temu w Niemczech 12-latek podłożył bombę właśnie podczas jarmarku bożonarodzeniowego. Do wybuchu nie doszło, gdyż zapalnik nie zadziałał. Za przygotowanie tego ataku najprawdopodobniej odpowiedzialne było tzw. Państwo Islamskie.

 

Tomasz Lejman dowiedział się z nieoficjalnych źródeł, że ostatnie doniesienia służb miały wskazywać na to, że do podobnego incydentu może dojść w stolicy Niemiec. Policja nie komentuje tych informacji.

 

Bohaterski świadek

 

Ciężarówka na polskich numerach rejestracyjnych wjechała w poniedziałek wieczorem w tłum ludzi na terenie jarmarku świątecznego w okolicach dworca ZOO, zabijając 12 i raniąc 48 osób. Polak, który znajdował się w szoferce ciężarówki, nie żyje. Właściciel firmy transportowej, do której należał samochód, przypuszcza, że polski kierowca został porwany razem z ciężarówką.

 

Według dziennika "Bild" domniemany zamachowiec to 23-letni Pakistańczyk Navad B., który przyjechał do Niemiec pod koniec zeszłego lub na początku tego roku. Zameldowany był w największym berlińskim ośrodku dla uchodźców na terenie byłego lotniska Tempelhof.  Jak podano, dostał się do Niemiec przez miasto Pasawa w południowo-wschodniej części kraju.

 

Według berlińskiej rozgłośni radiowej RBB domniemany zamachowiec znany był wcześniej policji z powodu drobnych przestępstw. Zmieniał też swoją tożsamość. Policja nie potwierdziła na razie tych informacji.

 

Zatrzymany mężczyzna uciekał z ciężarówki, którą miał wjechać w tłum, w stronę parku Tiergarten. Media zastanawiały się, jak policji udało się tak szybko znaleźć podejrzanego, zwłaszcza że park jest słabo oświetlony. Nieoficjalnie mówi się o odważnym świadku zdarzenia. Widząc zajście, ruszył on śladem kierowcy i śledził go, a policję informował na bieżąco o trasie ucieczki podejrzanego przez telefon.

 

"Polityka migracyjna do rewizji"

 

- Jeżeli okaże się, że zamachu dokonał ktoś, kto wjechał do kraju jako osoba ubiegająca się o azyl, to fakt ten musi doprowadzić do zasadniczych przemyśleń co do kształtu polityki przyjmowania uchodźców" - powiedział szef MSW Bawarii Joachim Herrmann we wtorek w rozmowie z regionalnym radiem bawarskim Antenne Bayern.

 

- Nasuwa się przypuszczenie, że w związku z dużą liczbą uchodźców wjechało wiele osób, o których nic nie wiemy - zaznaczył polityk bawarskiej CSU.

 

- Moim zdaniem uprawnione jest pytanie, czy możemy pozwolić na kontynuację (tej polityki) - wtrącił Herrmann. Jak dodał, władze nie mogą narażać mieszkańców na ryzyko zamachów ze strony osób o radykalnych poglądach islamskich.

 

Rządząca w Bawarii CSU od dawna krytykuje politykę migracyjną kanclerz Merkel, domagając się ograniczenia liczby imigrantów do 200 tys. rocznie. W zeszłym roku do Niemiec przyjechało 890 tys. imigrantów z zamiarem ubiegania się o azyl.

 

polsatnews.pl, PAP, telegraph.co.uk