- W ramach śledztwa mamy nazwiska około stu osób (...). Nie ogłaszamy jeszcze, kto z nich jest podejrzany, a kto jest świadkiem, gdyż rola każdej z tych osób nie została jeszcze ustalona do końca - powiedział Storożuk na konferencji prasowej w Kijowie.


Prokurator wyjaśnił, że chodzi przede wszystkim o ludzi, za sprawą których użyta do zestrzelenia samolotu samobieżna wyrzutnia rakiet przeciwlotniczych Buk trafiła na Ukrainę, o tych, którzy ją konwojowali i obsługiwali, a także tych, którzy wydawali im polecenia i rozkazy.


Rakieta pochodziła z Rosji


Pod koniec września międzynarodowa grupa śledczych z Holandii, Australii, Belgii, Malezji i Ukrainy ogłosiła, że rakieta Buk, którą zestrzelono lecący nad ukraińskim Donbasem samolot Malaysia Airlines, pochodziła z Rosji. System rakietowy Buk, z którego wystrzelono tylko jeden pocisk i zestrzelono samolot, powrócił do Rosji - oświadczyli prokuratorzy. W śledztwie wskazano sto osób mogących mieć związek z tragedią samolotu Boeing 777, jednak ich nazwisk nie ujawniono.


Według śledczych pocisk rakietowy został odpalony z Pierwomajska, z terytorium kontrolowanego przez prorosyjskich separatystów. Nie jest jasne, czy żołnierze odpalili rakietę na rozkaz, czy działali samodzielnie. Śledczy oświadczyli wówczas, że nie będą komentować kwestii ewentualnego zaangażowania Rosji w tę sprawę.


Do katastrofy samolotu Malaysia Airlines doszło 17 lipca 2014 roku w Donbasie na wschodniej Ukrainie. Zginęło w niej 298 osób, w tym 193 Holendrów. Na pokładzie byli również m.in. obywatele Malezji, Indonezji, Australii i Wielkiej Brytanii. Samolot leciał z Amsterdamu do Kuala Lumpur.

 

PAP