Trump podważa medialne doniesienia o tajnej analizie CIA, ale elektorzy chcą wyjaśnień

Świat
Trump podważa medialne doniesienia o tajnej analizie CIA, ale elektorzy chcą wyjaśnień
PAP/EPA/PETER FOLEY

Prezydent elekt USA Donald Trump w opublikowanych w poniedziałek tweetach podważył doniesienia dziennika "Washington Post", że zdaniem CIA Rosja ingerowała w tegoroczne wybory prezydenckie w USA, by pomóc mu je wygrać i zaszkodzić Hillary Clinton. Wyjaśnienia tej sprawy chce jednak dziesięciu elektorów, którzy napisali w tej sprawie list otwarty do Dyrektora Wywiadu Narodowego Jamesa Clappera.

"Czy wyobrażacie sobie co by było, gdybyśmy MY w przypadku przeciwnego wyniku wyborów próbowali grać kartą Rosji/CIA? Zostałoby to nazwane teorią spiskową!" - napisał Trump na Twitterze.

 

 

Następnie dodał: "O ile nie złapie się >>hakerów<< na gorącym uczynku, bardzo trudno jest ustalić, kto hakował. Dlaczego nie zostało to wyciągnięte przed wyborami?".

 

W piątek wieczorem dziennik "Washington Post" poinformował o tajnej analizie CIA, według której celem rosyjskiej interwencji było zwycięstwo Trumpa w wyborach 8 listopada, a nie tylko podważenie zaufania do amerykańskiego systemu wyborczego. Mowa jest tam o osobach "dobrze znanych środowisku wywiadowczemu", które brały udział w operacji "zwiększenia szans wyborczych Trumpa i zaszkodzenia Clinton".

 

"W ocenie społeczności wywiadowczej celem Rosji było faworyzowanie jednego kandydata, by pomóc Trumpowi w zwycięstwie" - powiedział cytowany przez "WP" wysoki urzędnik wywiadu podczas briefingu z amerykańskimi senatorami.

 

W krótkim oświadczeniu opublikowanym już w piątek wieczorem zespół Trumpa ds. przejmowania władzy odrzucił te oskarżenia. "Ci sami ludzie mówili, że Saddam Husajn miał broń masowego rażenia. Wybory dawno się zakończyły jednym z największych zwycięstw, jeśli chodzi o głosy elektorskie w historii. Czas, by iść do przodu i uczynić Amerykę znowu wielką" - napisano w oświadczeniu, przytaczając hasło z kampanii Trumpa.

 

Elektorzy chcą mieć pewność

 

19 grudnia elektorzy zdecydują, kto zostanie prezydentem USA. Dziesięciu członków kolegium przed głosowaniem chce poznać informacje, które zdobyła CIA, żeby zdecydować, na kogo oddać głos.

"Elektorzy chcą się dowiedzieć od środowiska wywiadu, czy trwają śledztwa badające związki Donalda Trumpa, jego kampanii czy współpracowników, z rosyjską władzą, jaki jest zakres tych śledztw, jak daleko sięgają i kto jest w nie zaangażowany" - piszą autorzy listu.

 

Proszą też o informację o wynikach dochodzeń, gdyż "mają one bezpośredni wpływ" na to, czy Donald Trump może pełnić funkcję prezydenta USA.

 

Zaatakowano także serwery Republikanów

 

W niedzielnym wywiadzie dla telewizji Fox News Trump uznał doniesienia o ustalenia CIA za śmieszne. "Myślę, że to śmieszne. Myślę, że to jest tylko kolejna wymówka. Nie wierzę w to" - powiedział prezydent elekt.

 

"Oni (CIA - red) nie wiedzą, czy to Rosja, czy Chiny, czy ktoś inny" - dodał, mówiąc o osobach, które miały dostarczyć demaskatorskiemu portalowi WikiLeaks tysiące maili wykradzionych przez hakerów m.in. z serwera Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej.

 

Trump zasugerował, że to Demokraci stoją za upublicznieniem analizy CIA, by znaleźć usprawiedliwienie "jednej z największych porażek w historii politycznej kraju". Pytany, czy Demokraci chcą go w ten sposób zdyskredytować, odparł: "Może tak być".

 

Według "New York Timesa" rosyjscy hakerzy zaatakowali także cele Republikanów, ale nie ujawnili niczego, co byłoby z nimi związane.

 

PAP, wp.pl

az/po/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze