- Jednym z najbardziej skrajnych przypadków było wezwanie od starszej osoby, która poprosiła nas o zrobienie kanapek - wspomina Robert Jutek z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu. Jak dodaje, bardzo często karetka wyjeżdża do skaleczeń, np. palca, które nie potrzebują interwencji chirurga, a także urazów, które zdarzyły się w przeszłości, a teraz zaczynają doskwierać.


Zdarza się także, że karetka pogotowia traktowana jest jak darmowa taksówka, która przewiezie pacjenta ze skierowaniem do szpitala. Wzywający proszą też o wskazanie całodobowej apteki czy podanie leków przeciwbólowych, które skończyły się w domowej apteczce, a na zewnątrz jest zbyt zimno, aby wychodzić. Wzywający proszą również o wypisanie zwolnienia z pracy.

 

Mandat lub areszt za bezpodstawne wezwanie

 

Ratownicy przypominają, że karetka może być wezwana tylko w zagrożeniach życia lub zdrowia.

 

Ekipa karetki ma prawo wezwać policję, kiedy uzna, że wzywający celowo próbował wprowadzić w błąd. A policja, zgodnie z art. 66. kodeksu wykroczeń, może wystawić mandat.


"Kto ze złośliwości lub swawoli, chcąc wywołać niepotrzebną czynność fałszywym alarmem, informacją lub innym sposobem, wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo inny organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1500 złotych".


Ten zapis już w ubiegłym roku zaczęło egzekwować pogotowie w Łodzi. W ciągu pierwszych kilku dni 500-złotowym mandatem ukarano m.in. kontrolera biletów, który został zadraśnięty w palec przez gapowicza oraz pijanego 50-latka, który wezwał ratowników, by zrobili mu obiad.


Poznańskie pogotowie na razie stawia na edukację. Ratownicy wręczają ulotki, spotykają się w szkołach, domach kultury i uniwersytetach trzeciego wieku, by nauczyć ludzi w jakich przypadkach korzystać z numeru 999, a także jak działa nocna i świąteczna opieka zdrowotna.

 

Polsat News, polsatnews.pl