Do dwóch eksplozji doszło w pobliżu stadionu Vodafone Arena, gdzie odbywał się mecz drużyn Besiktas i Buraspor.

 

Wśród ofiar przeważają funkcjonariusze policji - zginęło 27 policjantów i 2 cywilów. Policja zatrzymała dziesięć osób podejrzanych o udział w przygotowaniu i przeprowadzenie zamachów.

 

Podejrzenia padają na Kurdów

 

Żadna z grup nie przyznała się jeszcze do zorganizowania zamachu, lecz wicepremier Numan Kurtulmus powiedział, że zamachami może stać Partia Pracujących Kurdystanu (PKK).

 

W wypowiedzi dla CNN Kurtulmus oznajmił, że kraje wyrażające potępienie zamachów powinny także wykazać solidarność z walką Turcji z terroryzmem. - To wskazuje na PKK. To była zaplanowana akcja - dodał.

 

Zamachy, do których doszło w Stambule, były wymierzone zarówno w policję, jak i w ludność cywilną. Ich autorom chodziło o jak najwięcej ofiar - ocenił w sobotę wieczorem prezydent Erdogan.

 

Druga eksplozja nastąpiła w położonym niedaleko parku Macka, gdzie zamachowiec-samobójca zdetonował na sobie ładunek. Sprawca wszedł w środek grupy policjantów, którzy tam się znajdowali.

 

Zdetonowano trzeci ładunek

 

Zdaniem niektórych komentatorów zamachy przy stadionie Vodafone Arena miały mieć pierwotnie szerszy zasięg. Telewizja NTV podała, że policja zdetonowała trzeci ładunek wybuchowy w pobliżu stadionu, który został odnaleziony już po przybyciu na miejsce wzmocnionych sił specjalnych.

 

Stadion Besiktas Vodafone Arena znajduje się w europejskiej części miasta niedaleko od Placu Taksim i historycznej rezydencji imperialnej Pałac Dolmabahce.

 

PAP