Jak powiedziała rzeczniczka Wyższego Urzędu Górniczego Jolanta Talarczyk, komisja w czwartek zjedzie do kopalni Rudna, aby przeprowadzić oględziny miejsca tąpnięcia.

 

- 12 grudnia odbędzie się pierwsze posiedzenie komisji, w której skład wchodzą przedstawiciele WUG, Okręgowego Urzędu Górniczego we Wrocławiu, Państwowej Inspekcji Pracy, KGHM oraz uczelni wyższych - powiedziała Talarczyk.

 

Rzeczniczka dodała, że komisja ma wyjaśnić przyczyny i okoliczności tąpnięcia, w którego wyniku doszło do wypadku zbiorowego. Prace komisji mają potrwać do 31 marca.

 

Pierwszą wizję lokalną na miejscu katastrofy przeprowadzono w czwartek w zeszłym tygodniu. Wzięli w niej udział przedstawiciele służb kopalnianych oraz Okręgowego Urzędu Górniczego we Wrocławiu.

 

Śledztwo dotyczące katastrofy prowadzi Prokuratura Okręgowa w Legnicy

 

 Jak podał dział prasowy Prokuratury Krajowej, postępowanie jest prowadzone w sprawie sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób z powodu niedopełnienia obowiązków przez osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i higienę pracy w KGHM P.M. S.A. Oddział ZG Rudna, wskutek czego doszło do wstrząsu górotworu, a następnie obsunięcia się skał, w czego wyniku śmierć ponieśli górnicy.

 

Jak ujawniła rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy prok. Lidia Tkaczyszyn, na zlecenie prokuratury zostały przeprowadzone m.in. sekcje zwłok górników, którzy zginęli w wyniki tąpnięcia.

 

- Z wyników sekcji wynika, że zginęli oni śmiercią nagłą, w większości przypadków w wyniku zmiażdżenia klatki piersiowej przez rumosz skalny - powiedziała rzeczniczka.

 

W rezultacie silnego wstrząsu, do którego doszło we 29 listopada, zginęło 8 górników, a 9 zostało poszkodowanych. Akcja ratunkowa trwała prawie dobę. W KGHM ogłoszono czterodniową żałobę, odwołano też część tradycyjnych imprez barbórkowych.

 

Władze KGHM podały, że wstrząs w kopalni Rudna był bardzo silny - magnituda wyniosła ok. 3,4 stopnia - i spowodował duże zniszczenia. Prace ratownikom utrudniały warunki panujące pod ziemią. Temperatura wynosi tam ok. 30 stopni Celsjusza, panuje duża wilgotność. Zwałowisko trzeba było usuwać ręcznie, bez użycia maszyn.

 

Pod ziemią pracowało na zmianę trzynaście zastępów ratowniczych, których baza była oddalona o 150 metrów od przeszukiwanego zwałowiska.

 

PAP, polsatnews.pl