Kancelaria zaprzeczyła informacjom, iż na pokładzie rządowego embraera znalazło się więcej osób, niż jest w nim miejsc. "Wszyscy pasażerowie mieli miejsca w samolocie. W żadnym momencie liczba pasażerów nie była większa niż liczba miejsc" - oświadczono.

 

Urzędnicy poinformowali, iż na potrzeby tego lotu przygotowano 67 miejsc i na podróż powrotną wpuszczono, po uprzednim uzgodnieniu z PLL LOT, właśnie tylu pasażerów.

 

"Pozostałe osoby, które towarzyszyły delegacji miały wracać samolotem CASA. Ostatecznie kapitan samolotu podjął decyzję o opuszczeniu samolotu przez 8 osób. To polecenie zostało natychmiast wykonane i samolot mógł bez problemu wylecieć do Polski" - głosi komunikat.

 

"Zasady wykonywania lotów dopuszczają taki skład delegacji"

 

Na pytanie dziennikarzy, dlaczego na pokładzie embraera znaleźli się jednocześnie: premier, wicepremier, szefowie MSZ, MON, MSW i dowódca operacyjny sił zbrojnych, KPRM odpowiedziała, iż "zasady wykonywania lotów z najważniejszymi osobami w państwie (HEAD) wynikające z umowy zawartej z PLL LOT w 2013 r. dopuszczają taki skład delegacji".

 

Art. 21 instrukcji organizacji lotów oznaczonych statusem HEAD stanowi m.in., że "na pokładzie tego samego statku powietrznego nie mogą przebywać w czasie lotu jednocześnie" m.in. "Prezes Rady Ministrów i pierwszy Wiceprezes Rady Ministrów".

 

Według relacji "Dziennika Gazety Prawnej" w delegacji rządowej byli m.in. premier Beata Szydło i wicepremier Mateusz Morawiecki.

 

  

Jedno z pytań dziennikarzy dotyczyło kwestii "niejawnej" instrukcji HEAD, o której mówiła szefowa kancelarii Beata Kempa.

 

Kancelaria odpowiedziała, iż "zasady lotów z najważniejszymi osobami w państwie (HEAD) samolotami cywilnymi czarterowanymi od PLL LOT reguluje umowa zawarta z PLL LOT w 2013 r. Zarówno umowa, jak i załącznik z instrukcją organizacji lotów są niejawne od chwili podpisania".

 

Na temat umowy z LOT-em mówił we wtorek były sekretarz stanu w MSWiA oraz były szef MON Tomasz Siemoniak. - Takie umowy nie są jawne, ale tam jest jeden paragraf, który nie jest tajemnicą i stanowi: wszelkie kwestie bezpieczeństwa reguluje instrukcja HEAD - ta, dla statków wojskowych - stwierdził polityk PO w stacji RMF FM.

 

Jego zdaniem umowa z LOT-em "nie ma jakiejś tajnej instrukcji, tajnego załącznika". - To nie jest jawne, bo to jest kwestia pieniędzy, zasad, LOT jest firmą po prostu - powiedział Siemoniak.

 

Zamieszanie na pokładzie

 

Kancelaria premiera odniosła się do poniedziałkowego artykułu  "Dziennika Gazety Prawnej" dotyczącego powrotu polskiej delegacji rządowej z wizyty w Londynie, gdzie odbyły się polsko-brytyjskie konsultacje pod przewodnictwem premierów: Beaty Szydło i Theresy May.

 

Jak napisał dziennik, casa, którą do Londynu przylecieli dziennikarze, miała odlecieć do kraju sześć godzin później niż rządowy embraer, którym podróżowała delegacja. Gdy okazało się, że dziennikarze mają wracać embraerem, na jego pokładzie znalazło się najpierw więcej osób niż było miejsc i samolot był źle wyważony.

 

Według "DGP", toczyły się rozmowy, kto zostaje w samolocie, a kto wysiada, by polecieć kilka godzin później casą. Kapitan embraera oświadczył, że samolot nie poleci, dopóki problem nie zostanie rozwiązany. Po opuszczeniu pokładu przez grupę osób, embraer odleciał do Polski.

 

Wszystkie odpowiedzi kancelarii premiera można znaleźć tutaj.

 

polsatnews.pl, RMF FM