Trump wygłosił przemówienie w fabryce klimatyzatorów Carrier w Indianapolis, która - jak podkreślał z dumą - dzięki jego zaangażowaniu zdecydowała się utrzymać w USA około 1000 miejsc pracy. Miały zostać zlikwidowane w związku z planem przeniesienia produkcji do Meksyku.

 

- Powiedziałem szefom Carriera, że to nie może się stać - powiedział Trump w mowie, wygłaszanej na tle reklamy Carriera. Podczas przemówienia nie wspomniał jednak, że kilkaset miejsc pracy w Carrierze wciąż jest zagrożonych likwidacją.

 

Zapowiedział, że będzie interweniował także w przypadku innych firm, które planują przeniesienie produkcji za granicę.

 

"Tylko ze stanu do stanu"

 

Trump zapowiedział, że jego administracja, która rozpocznie pracę 20 stycznia, chce radykalnie obniżyć podatek korporacyjny, "z najwyższego na świcie poziomu 35 proc. do 15 proc." Obiecał też wyeliminowanie rozmaitych regulacji, które - jak ocenił - "są w większości bezsensowne" i "jeszcze gorsze od podatków". Wówczas, dodał, firmy "nie będą już mieć powodu, by wyjeżdżać".

 

- Firmy mogą się przenosić ze stanu do stanu (w USA), ale nie mogą opuszczać USA - dodał.

 

Ostrzegł, że jeśli jednak jakaś firma zechce wynieść produkcję za granicę, licząc, że potem będzie swe produkty sprzedawać w Stanach Zjednoczonych, to nie pozostanie to bez konsekwencji. Zapowiedział, że te produkty zostaną "bardzo wysoko opodatkowane na granicy".

 

Przy okazji zapewnił, że granica USA zostanie wzmocniona, a mur na granicy z Meksykiem, który obiecał podczas kampanii zostanie wybudowany. Zaznaczył jednak, że mur będzie mieć "drzwi dla legalnych imigrantów".

 

"Autostrada w kierunku Meksyku"

 

Kolejny raz krytykował też umowę o wolnym handlu NAFTA między USA a Kanadą i Meksykiem, która jego zdaniem jest niekorzystna dla USA, powodując ogromny deficyt w handlu z Meksykiem.

 

- To autostrada w jednym kierunku do Meksyku i to musi się zmienić - powiedział.

 

Carrier, który jest producentem klimatyzatorów i urządzeń grzewczych, poinformował na początku roku, że przeniesie część produkcji ze stanu Indiana do Monterrey w Meksyku w ramach szukania oszczędności, co miało oznaczać likwidację 1400 miejsc pracy w USA. Decyzja ta stała się przedmiotem ostrej krytyki podczas kampanii prezydenckiej ze strony nowojorskiego biznesmena.

 

We wtorek firma poinformowała na Twitterze, że jest "zadowolona z osiągnięcia porozumienia z prezydentem elektem Trumpem i wiceprezydentem (Mikiem) Pence'em, by utrzymać prawie 1000 miejsc pracy w Indianie".

 

Media podały, że od kilku tygodni ludzie z zespołu Trumpa ds. przejęcia administracji byli w bliskim kontakcie z szefami firmy Carrier, by skłonić do pozostawienia produkcji w USA. Głównym negocjatorem był wiceprezydent elekt Mike Pence, gubernator Indiany.

 

Zdaniem dziennika "Wall Street Journal" w zamian za pozostawienie produkcji w USA Carrier otrzyma "nowe rządowe zachęty". Jak dotychczas nie udało się jednak ustalić szczegółów porozumienia.

 

PAP