Można zaryzykować stwierdzenie, że niewielu ludzi uważa wystające z nosa włosy za powód do dumy lub oznakę specjalnej troski o higienę. Ci, których natura w nie bujnie wyposażyła, a głównie są to mężczyźni, zwykle starają się pozbyć ich za wszelką cenę.

 

Choć nie są ani piękne, ani miłe, to zdaniem specjalistów nie powód, by się je usuwać. Powodem jest zwiększenie ryzyka przeniknięcia niebezpiecznych zarazków do organizmu.

 

"Część twarzy zwana trójkątem śmierci"


Laryngolog Erich Voigt przekonuje na stronie internetowej magazynu "Business Insider", że włosy w jamie nosowej służą do "naturalnej filtracji większych cząstek". Jeśli włosy są usuwane, niewielkie ciała obce mogą łatwo przedostać się do płuc.

 

Innym problemem jest to, że mieszki włosowe, czyli wąskie rurki w skórze, z których wyrasta włos, są naturalnym siedliskiem zarazków, które w przypadku ich naruszenia, łatwiej przenikają do organizmu. Stąd prosta droga do jego zakażenia.

 

- To bardzo niebezpieczne sytuacje, które mogą doprowadzić do zapalenia opon mózgowych, ropni mózgu a nawet do śmierci - mówi Voigt, wyjaśniając to specyfiką układu krwionośnego w tej części twarzy, zwanej nie bez powodu "trójkątem śmierci", szczególnie podatnej na infekcje. Obszar ten posiada specyficzne unaczynienie żylne, wnikające bezpośrednio do zatoki jamistej w jamie czaszki. Jednym słowem - do mózgu.


Aby zminimalizować takie ryzyko należy po prostu zrezygnować z depilacji włosów w nosie. A powiedzenie "mam to w nosie" powinno nabrać zupełnie innego znaczenia.

 

Deutsche Welle