Chodzi o dwa projekty ustaw: Prawo oświatowe i Przepisy wprowadzające Prawo oświatowe. W Sejmie we wtorek odbyło się pierwsze czytanie tych projektów.

 

Pikietę zorganizowały Związek Nauczycielstwa Polskiego i koalicja "Nie dla chaosu w szkole". Wzięli w niej udział także przedstawiciele partii Razem, rodzice i nauczyciele z gimnazjów.

 

Pikietujący trzymali w rękach transparenty m.in. z napisami "Razem bronimy edukacji", "PiS - zgłoś nieprzygotowanie", "Robert Lewandowski chodził do gimnazjum", "Dość niszczenia edukacji". Ustawiono starą ławkę szkolną, do której pikietujący przyklejali karteczki z napisem "#strajkszkolny".

 

"Nie trzeba nam rewolucji" w szkole

 

- Nam nie trzeba rewolucji, mamy bardzo dobrą szkolę zbudowaną wysiłkiem setek tysięcy nauczycieli, rodziców, samorządów terytorialnych. A do posłów i pani minister mówimy: wy jesteście zwolnieni z obowiązku dotrzymania obietnicy wyborczej i nie demontujcie polskiej szkoły, nie demolujcie polskiej szkoły, bo przez lata będziemy sprzątać po tym bałaganie, którego jesteście twórcami - powiedział prezes ZNP Sławomir Broniarz.

 

- Dziecko jest najważniejsze w tym, co dzieje się w polskiej szkole. (...) Chcemy, żeby szkoła kształciła, wychowywała na takim poziomie, jaki jest oczekiwany przez rodziców, ale tego nie znajdujemy w zapisach, których autorką jest pani minister Anna Zalewska - dodał.

 

Dorota Łoboda z ruchu "Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji" podkreśliła, że rodzice są przeciw "takiej" reformie.  - My, rodzice, takiej reformy, w skandaliczny sposób wprowadzanej, dla naszych dzieci nie chcemy. Proszę się nie powoływać na nasz głos. My, pani minister, bardzo dobrze radzimy sobie przy pomocy nauczycieli z wychowaniem naszych dzieci i nie trzeba tego regulować specjalną nową ustawą - stwierdziła Łoboda.


"Nie wracajmy do szkoły z lat 60. ubiegłego wieku"


Nauczyciel z gimnazjum, członek koalicji "Nie dla chaosu w szkole" Artur Sierawski mówił, że "minister Anna Zalewska mami nas pustymi obietnicami". - My mówimy: nie dla tego szaleństwa.Apeluję jako nauczyciel: nie wracajmy do szkoły z lat 60. ubiegłego wieku. Polska szkoła nie potrzebuje wygaszania gimnazjum" - powiedział Sierawski.

 

Podczas pikiety odczytano fragment wiersza Jana Brzechwy "Kłamczucha". Pikietujący złożyli petycję do marszałka Sejmu, w której domagają się odrzucenia projektów ustaw.

 

"Domagamy się wstrzymania tej nieprzemyślanej reformy i rozpoczęcia dyskusji nad strukturą szkolną, która gwarantowałaby wszystkim uczniom wystarczająco długi okres kształcenia ogólnego, nie ograniczałaby możliwości dalszej edukacji oraz zapobiegałaby segregacji uczniów, zarówno w szkołach, jak i między szkołami. Jesteśmy otwarci na różne argumenty i dyskusję, której zabrakło w trakcie tzw. konsultacji społecznych poprzedzających reformę" – napisano w petycji.

 

- Złożyliśmy u pana marszałka petycję o odrzucenie tej ustawy. Pan marszałek był zdziwiony, że są rodzice, którzy protestują przeciw tej reformie. Gimnazja są dobrymi szkołami. Nie udało nam się przekonać pana marszałka. Twierdzi, że ustawy muszą być wprowadzone szybko i nie ma innej drogi. Musimy pokazać, że jest – zaznaczyła po złożeniu petycji Iwona Babicz z ruchu "Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji".

 

Minister nie wyszła do protestujących

 

W czasie, gdy kończyła się przed Sejmem pikieta, w trwającej debacie nad projektami ustaw dot. reformy edukacji Krystyna Szumilas (PO) złożyła wniosek o 10-minutową przerwę.  -  Pani minister bardzo dużo mówiła o konsultacjach społecznych, teraz ma szansę wyjść do rodziców, by z nimi porozmawiać: powiedzieć im, co chce zrobić, a przede wszystkim wysłuchać ich głosu. Pani minister, 10 minut dla rodziców - zaproponowała Szumilas.

 

 - Nie odmawiam nikomu spotkań. W związku z tym zapraszam rodziców do MEN. Wystarczy, że zwrócą się z prośbą o wyznaczenie terminu. Gwarantuję, że będzie to najbliższy z możliwych - odparła minister Anna Zalewska.

 

Prowadząca obrady wicemarszałek Sejmu Barbara Dolniak (Nowoczesna) powiedziała, że wniosku nie uwzględni. Jak zaznaczyła, w 10 minut minister zdąży tylko dojść do pikietujących.

 

Zgodnie z projektami, w miejsce obecnie istniejących rodzajów szkół mają powstać: 8-letnia szkoła podstawowa, 4-letnie liceum i 5-letnie technikum oraz dwustopniowe szkoły branżowe; gimnazja mają zostać zlikwidowane.

 

Zmiany miałyby się rozpocząć w roku szkolnym 2017/2018. Wówczas uczniowie kończący w roku szkolnym 2016/2017 klasę VI szkoły podstawowej, zamiast rozpocząć naukę w gimnazjum, staną się uczniami VII klasy. Rozpocznie się tym samym stopniowe wygaszanie gimnazjów - nie będzie prowadzona rekrutacja do nich.

 

W roku szkolnym 2018/2019 ostatni rocznik uczniów klas III ukończy gimnazjum; 1 września 2019 r. w ustroju szkolnym przestaną istnieć gimnazja.

 

PAP, polsatnews.pl