9-letniej Asi i jej ciężko chorej mamie kibicowało wielu Polaków. Dziewczynka stała się znana po tym, gdy ktoś zamieścił w internecie zdjęcie plakatu wywieszonego przez nią na osiedlu. Dziewięciolatka zachęcała sąsiadów do udziału w organizowanym przez nią kiermaszu książek, zabawek i ubrań. "Zbieram na leczenie i rehabilitację mojej mamusi" - napisała. Ta inicjatywa poruszyła serca internautów, na wydarzenie przybyły tłumy. Udało się zebrać aż 101 tys. zł.

 

Nielegalna zbiórka

 

Niewiele brakowało, aby kiermasz nie doszedł do skutku. Ktoś doniósł na dziewczynkę do urzędu skarbowego, twierdząc, że zbiórka jest nielegalna. Całe wydarzenie stanęło pod znakiem zapytania. Znalazła się jednak pomoc - zbiórkę wzięła na siebie "Fundacja Drużyny Szpiku", która ma pozwolenie na publiczne zbieranie pieniędzy.

 

Na koncie fundacji zebrane pieniądze nie mogły jednak zostać - choroba pani Anny nie jest zgodna ze statutem organizacji. Dlatego też całą kwotę przelano na prywatne konto kobiety.

 

Niejasne opodatkowanie

 

Mama Asi chciała przekazać pieniądze Fundacji Votum z Wrocławia, która pomaga osobom z jej schorzeniem.

 

- Poinformowano mnie, że nie mogę przelać tych 101 tys. zł ze zbiórki Asi, ponieważ najpierw trzeba uregulować ewentualny podatek. Trzeba wiedzieć, z jakiego tytułu i w jakiej kwocie go zapłacić. Gdyby te pieniądze zostały przelane na konto fundacji Votum, później fundacja nie mogłaby zapłacić podatku. Po prostu jej statut na to nie pozwala. Miałabym gigantyczny problem -  powiedziała  pani Anna.

 

Decyzja o cofnięciu zasiłku

 

W tej sprawie zaraz po zbiórce napisała do urzędu skarbowego. Choć minęły dwa miesiące, odpowiedzi nie było. 8 listopada otrzymała za to pismo z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, któremu zgłosiła wcześniej problemy z przekazaniem pieniędzy na konto fundacji.

 

Urzędnicy poinformowali panią Annę o cofnięciu przysługującego jej zasiłku. Decyzję uzasadniali tym, że zebrane 101 tys. traktowane jest jako jej przychód.

 

- Według ich interpretacji mam dochód. Wyliczono go, dzieląc całą kwotę na 12 miesięcy. Wyszła niebagatelna suma - poinformowała mama Asi.

 

Decyzja urzędników oburzyła internautów. I wywołała też zdecydowaną reakcję prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka. To w tym mieście mieszkają Asia i jej mama.

 

"Sprawa funduszy zebranych na leczenie mamy Asi stała się dziś przedmiotem zainteresowania mediów. Poprosiłem o wyjaśnienia - jest to problem proceduralny, a nie faktyczny. Poznańscy urzędnicy są z tą Panią w kontakcie i szukają jak najlepszego rozwiązania. Nikt w tej sprawie nie ma złej woli!" - uspokajał w poniedziałek Jaśkowiak.

 

Kolejnego dnia zapewnił, iż problemy proceduralne zostały rozwiązane, a pani Anna nie straci zasiłku.

 

 

"Dzięki Ci, Aśka"

 

- To była z naszej strony czynność techniczna - powiedział we wtorek przedstawiciel MOPR - Musimy coś takiego zrobić, bo jeśli ktoś ma na koncie sto tysięcy złotych, to państwo byście mieli potem do nas pretensje, że komuś, kto ma takie pieniądze, my mimo wszystko wypłacamy jakiekolwiek świadczenia.

 

Przyznał, że przepisy nie zawsze są dopasowane do rzeczywistości, bo ta ciągle sprawia różnego rodzaju niespodzianki.

 

- Nie pozostaje mi nic innego, jak przeprosić panią Annę, a szczególnie Asię, żeby nie traciła nadziei i nie gasiła ducha, bo jej pomysł był pomysłem rewelacyjnym, takim płynącym z dziecięcego serca i za to Ci, Aśka, dzięki. Na pewno nic się nie wydarzy mamie, Tobie tym bardziej. Pomożemy mamie tak, jak tylko możemy to zrobić - dodał.

 

polsatnews.pl