Chodzi m.in. o porysowanie auta małżeństwa Ukraińców pracujących w miejscowej restauracji oraz naklejanie w sąsiedztwie ich mieszkania ulotek z hasłami odwołującymi się do Stepana Bandery i UPA.

 

- Ukraińcy sami ustalili sprawcę naklejania ulotek ponieważ nagrali go telefonem - przyznał w rozmowie rzecznik prokuratury Krzysztof Stodolny, który poinformował, że sprawca zatrzymany przez samych zainteresowanych, a następnie przez policję, został przesłuchany na razie jako świadek.

 

- Nie zaprzeczył naklejaniu ulotek. Powiedział, że robił to w celach prawdy historycznej, bo jego przodkowie zginęli na Wołyniu - powiedział prokurator Stodolny i dodał, że zatrzymany nie przyznaje się do porysowania auta Ukraińców.

 

Na razie nikomu nie przedstawiono w tej sprawie zarzutów, w ocenie prokuratora Stodolnego postępowanie winno się zakończyć w tym roku.

 

Atak ze strony sąsiada

 

Mec. Wojciech Wrzecionkowski - pełnomocnik Ukraińców wynajęty przez zatrudniającego ich restauratora podkreślił, że jego ukraińscy klienci przebywają i pracują w Polsce legalnie, nie wchodzą w konflikty z prawem, a pracodawca jest z nich bardzo zadowolony. - Przykre jest i to, że atak spotkał tych ludzi ze strony sąsiada - przyznał mecenas.

 

W woj. warmińsko-mazurskim żyje bardzo liczna mniejszość ukraińska - są to przede wszystkim potomkowie przesiedlonych w 1947 r. w ramach akcji "Wisła". Coraz chętniej w regionie zamieszkują także ludzie, którzy w ostatnim czasie wyemigrowali z Ukrainy w poszukiwaniu lepszego życia. Zarówno "polscy Ukraińcy", jak i ci niedawno tu przybyli spotykają się w cerkwiach, wspierają w razie potrzeby.

 

Prokurator Stodolny w rozmowie z PAP przyznał, że tzw. przestępstwa z nienawiści dotąd odnotowywano w warmińsko-mazurskim przede wszystkim w odniesieniu do osób pochodzenia arabskiego, zdarzają się także postępowania dotyczące symboli faszystowskich. - Tego typu zachowania w odniesieniu do Ukraińców to rzadkość - dodał rzecznik prokuratury.

 

PAP