Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w nocy z 30 na 31 października ubiegłego roku. Andrzej S. jechał z dużą prędkością, stracił panowanie nad autem i wjechał w przystanek autobusowy w centrum Warszawy na skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej i Hożej. Śmiertelnie potrącił 47-letniego Polaka i 33-letniego Włocha i zbiegł z miejsca wypadku. Został zatrzymany dwie godziny później w domu. We krwi miał ponad półtora promila alkoholu.

 

Pominięto jeden zarzut

 

Andrzejowi S. postawiono trzy zarzuty: doprowadzenia do wypadku ze skutkiem śmiertelnym, nieudzielenia pomocy ofiarom, a także prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu.

 

Sąd  nie wziął jednak pod uwagę trzeciego zarzutu prokuratury dotyczącego prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu. Jak poinformował reporter Polsat News eksperyment procesowy nie dał jednoznacznej odpowiedzi i nie można było w stu procentach uznać, że mężczyzna w trakcie wypadku był nietrzeźwy.

 

- W obowiązującym stanie prawnym ocenie podlega świadomość, stan wiedzy i wola sprawcy, którą ten kierował się w chwili zdarzenia, zaś by przypisać oskarżonemu odpowiedzialność z art. 178 paragraf 1 kodeksu karnego, należałoby wykazać oskarżonemu, że ten miał świadomość tego, że uciekł z miejsca wypadku drogowego nie zaś kolizji. Tego w przedmiotowej sprawie uczynić się nie da - argumentował Adam Pruszyński, sędzia Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście.

 

"Niewłaściwie obserwował drogę"

 

Sąd skazując w poniedziałek mężczyznę na sześć lat i trzy miesiące więzienia przyjął, że przekroczył on dozwoloną prędkość, nie dostosował jej do warunków na jezdni i niewłaściwie obserwował drogę. Równocześnie - według sądu - podjął manewr wyprzedzania innego pojazdu, co skutkowało tym, że auto wpadło w poślizg i wjechało w przystanek autobusowy.

 

Polsat News