Od masowych napaści na kobiety w okolicy dworca głównego i katedry w Kolonii minęło niemal 11 miesięcy. W sylwestrową noc grupy mężczyzn - według policji "o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej" - zebrały się w okolicach dworca głównego w Kolonii i znajdującej się nieopodal katedry. Obrzucali oni petardami i butelkami innych uczestników zabawy pod gołym niebem.


 Ponad 1200 zgłoszeń

 

Z tłumu wyodrębniały się mniejsze grupki mężczyzn, którzy otaczali, napastowali kobiety, a następnie je okradali. Grupy napastników liczące po kilkadziesiąt osób otaczając ofiary, uniemożliwiały policji szybką interwencję. Policjanci przez długi czas nie potrafili opanować sytuacji.

 
Według niemieckich komentatorów sukcesu w tej sprawie nie odnotował dotychczas wymiar sprawiedliwości. Chociaż w związku z ekscesami przyjęto 1205 zgłoszeń o popełnieniu przestępstwa, do tej pory zapadło tylko 6 wyroków w tej sprawie - poinformowało ministerstwo spraw wewnętrznych. Wiele z postępowań musiało zostać zawieszonych, bo policji nie udało się wykryć sprawców.

 

Monitoring nie wystarczył


- Materiał z monitoringu jest niewystarczająco dobry, aby jasno ustalić, że doszło do napaści seksualnych. Widzimy kilka kradzieży, ale to wszystko. Liczymy na relacje świadków i ofiar, którzy byliby w stanie zidentyfikować poszczególnych napastników - powiedział w lutym Juergen Mathies, szef policji w Kolonii.

 

Skazani przez koloński sąd skazał dostali kary więzienia od 6 miesięcy do roku i 9 miesięcy. Większość z nich w zawieszeniu. Jeden wyrok nie jest jeszcze prawomocny.


Prawie połowa zgłoszeń o popełnieniu przestępstwie, które dotarły do kolońskiej policji, dotyczyła molestowania seksualnego.

 

Deutsche Welle, polsatnews.pl