W ubiegły piątek wicepremier, minister kultury Piotr Gliński odniósł się do informacji medialnych dotyczących osób działających w sektorze pozarządowym, związanych np. z "kwestią relacji rodzinnej czy działalnością polityczną niektórych działaczy sektora". - Uważam, że były zbyt daleko idące, niekiedy wręcz krzywdzące wobec tych działaczy, o których była mowa - ocenił wicepremier. Przeprosił tych, którzy mogli poczuć się urażeni, wymieniając Zofię Komorowską, Różę Rzeplińską, Jana Jakuba Wygnańskiego.

 

Z kolei komentując w niedzielę wieczorem w TVP Info materiał "Wiadomości" TVP na temat działalności organizacji pozarządowych, Gliński zarzucił telewizji publicznej m.in. brak profesjonalizmu i kompromitację.

 

"Niepotrzebnie zagrały emocje"

 

Karczewski pytany o sprawę na poniedziałkowym briefingu powiedział, że Gliński ma rację uważając, że organizacje pozarządowe należy wspierać. - Pan premier Piotr Gliński ma absolutną rację, mówiąc o roli społeczeństwa obywatelskiego budowanego między innymi właśnie przez rozwijające się i wspierane przez nasz rząd, bo rząd bardzo chce wspierać wszystkie organizacje pozarządowe - mówił marszałek Senatu.

 

Ocenił, że "zagrały emocje, niepotrzebnie, zbyt dużo emocji". - Ja nie ze wszystkim, co powiedział pan profesor Gliński się zgadzam, natomiast organizacje pozarządowe nie są świętymi krowami, trzeba je kontrolować, trzeba je sprawdzać - powiedział Karczewski.

 

Podkreślił, że Senat sprawuje pieczę nad Polonią i Polakami za granicą i robi to właśnie przez organizacje pozarządowe. Zaznaczył, że w czasie prowadzonych niedawno konsultacji ze środowiskami polonijnymi usłyszał "wiele krytycznych uwag" dot. działalności tych organizacji, zatem uważa, że trzeba je "sprawdzać, kontrolować i korygować ich działanie".

 

"Ostry spór polityczny widoczny również w mediach"

 

Gliński ocenił w niedzielę w TVP Info, że "w Telewizji Publicznej, od jakiegoś czasu próbuje się zupełnie niepotrzebnie prowadzić krucjatę przeciwko sektorowi pozarządowemu". Wicepremier był pytany o piątkowe słowa, w których przeprosił tych, którzy mogli poczuć się urażeni, wymieniając Zofię Komorowską, Różę Rzeplińską, Jana Jakuba Wygnańskiego.

 

Powiedział, że w Polsce jest "ostry spór polityczny, można powiedzieć wojna polityczna czy ideologiczna". Jak dodał, jest on też widoczny w polskich mediach. - Nie sądzę, żeby ten spór mógł być rozwiązany, że czymś dobrym w tej atmosferze jest sięganie do argumentów dotyczących na przykład koneksji rodzinnych - podkreślił.

 

"To jakiś koszmar, dom wariatów"

 

Wicepremier był pytany, czy to prawda, że fundacja, z którą związana jest jego żona, otrzymała 50 tys. zł od kierowanego przez niego ministerstwa kultury. - Czy pan nie widzi w tym niczego niestosownego? - pytał dziennikarz.

 

Gliński odpowiedział, że jego żona nie pracuje w tej fundacji, tylko jest delegowana do rady tej fundacji. Podkreślił, że ministerstwo przekazuje rocznie tego rodzaju dotacje kilkunastu tysiącom podmiotów, a on nie miałświadomości, że jego żona "jest delegowana ze swojej fundacji do rady tego innego podmiotu". Zaznaczył też, że fundacja, o której mowa zwracała się do resortu "także z innymi wnioskami, inne nie były rozstrzygnięte pozytywnie". - Decyduje o tym niezależna komisja. Zarzucanie mi, że ja daję swojej żonie 50 tys. zł ... Naprawdę, mogę się tylko roześmiać - oświadczył Gliński.

 

- Przykro mi, że w Telewizji Publicznej, po zmianie politycznej, na którą ja harowałem przez wiele lat tego rodzaju zarzuty mnie spotykają, nie wiem, jak mam to rozumieć, to jest jakiś koszmar, dom wariatów. Państwo żeście oszaleli z tymi programami dotyczącymi organizacji pozarządowych, z tymi grafami łączącymi jakieś organizacje, pokazywaniem zdjęć przestępców (....), to wygląda jak listy osób, których się poszukuje - mówił wicepremier.

 

PAP