Kinga znaleziono nieprzytomnego w celi zakładu karnego w angielskim mieście Bristol w styczniu, zaledwie cztery miesiące po tym, jak go skazano. Został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł dwa dni później. Choć znaleziono jego dwie samobójcze notatki, to okoliczności, w jakich miał się powiesić, do dziś są podejrzane.

 

Współwięzień we krwi

 

Strażników wezwał współwięzień Kinga. Miał on na sobie ślady krwi i zegarek pedofila. Najpierw zeznał, że spał, później, że w milczeniu obserwował, jak King odbiera sobie życie.

 

  

W toku śledztwa inny więzień zeznał, że pozostali skazańcy grozili pedofilowi. Zawarli między sobą układ, że dadzą mu nauczkę. Podobnie stwierdziła matka Kinga.

 

Wrzątek z rozpuszczonym cukrem

 

Lokalne media podają, że oprócz dotkliwego pobicia, więźniowie planowali spalić mężczyznę, inne, że chcieli oblać go wrzątkiem zawierającym rozpuszczony cukier, który powoduje bolesne rany.

 

Sprawą śmierci Kinga zajął się sąd. Podczas procesu okazało się, że mężczyzna cierpiał na depresję i już wcześniej próbował odebrać sobie życie. Więzienny kapelan zeznał jednak, że jego stan psychiczny poprawił się po tym, jak dostał pracę w więziennym zakładzie i zaczął czytać biblię.

 

Ostatecznie sąd uznał, że 31-latek popełnił samobójstwo.

 

independent.co.uk, bristolpost.co.uk