- Życzyłabym sobie, żeby związek zawodowy Cockpit zrezygnował ze swojego nieprzejednanego stanowiska - powiedziała szefowa kadr Lufthansy Bettina Volkens w wywiadzie dla niedzielnego wydania "Bilda". Jej zdaniem konieczne jest znalezienie kompromisu będącego do zaakceptowania przez obie strony.

 

- Tego nie można wymusić strajkiem - zastrzegła przedstawicielka zarządu odpowiedzialna za politykę personalną Lufthansy.

 

"Nie dostali podwyżki od pięciu lat"

 

Piloci odrzucili w piątek nową propozycję płacową przewoźnika, zrezygnowali jednak na razie z kontynuowania strajku. Podczas protestu trwającego od środy do soboty Lufthansa odwołała 2755 lotów, co odczuło 345 tys. pasażerów.

 

Oferta Lufthansy przewidywała podwyżkę płac o 4,4 proc., jednorazową wypłatę w wysokości 1,8-miesięcznego uposażenia oraz zobowiązanie zatrudnienia nowych pilotów. Volkens zapowiedziała, że inne sporne punkty, jak choćby sprawa emerytur pomostowych, mogą być przedmiotem negocjacji z udziałem mediatora.

 

Cockpit uznał, że oferta Lufthansy jest niewystarczająca. Rzecznik związku oświadczył też, że nie jest ona niczym nowym - takie propozycje linie lotnicze przedkładały już dwa miesiące temu, więc w istocie nie chodzi tu o nową ofertę.

 

W obecnym sporze płacowym była to 14. akcja strajkowa od kwietnia 2014 r.

 

Związek zawodowy Cockpit podkreśla, że piloci nie dostali od pięciu lat żadnej podwyżki. Lufthansa wypracowała w tym czasie zysk w wysokości 5 mld euro. Cockpit domaga się wzrostu wynagrodzenia o 22 proc. w pięciu etapach, za okres od końca kwietnia 2012 r., kiedy wygasło poprzednie porozumienie płacowe, do kwietnia 2017 r.

 

Związek reprezentuje interesy 5,4 tys. pilotów Lufthansy.

 

PAP