"Zamachu dokonał rosyjski generał, który dostał zlecenie od polskiego polityka, którego nazwisko zaczyna się na literę T" - napisał w powieści niemiecki dziennikarz.

 

Piotr Witwicki, dziennikarz Polsat News, pytał, w jaki sposób polski polityk miałby wydawać polecenia rosyjskim generałom. Roth odpowiedział: - "T" jest swego rodzaju symbolem. To mogło być "A", "B", "C" czy "D".

 

Witwicki zauważył, że nie można powiedzieć, iż jest to dowolna litera, gdy w owym czasie był jeden ważny polityk, którego nazwisko zaczynało się na tę literę. Oznacza to, że ludzie dopowiadają sobie, o kogo może chodzić. - Ludzie tak sądzą, ale ludzie nie wiedzą, kto kryje się pod tą literą. To przypuszczenie nie jest właściwe - stwierdził autor książki.

 

"Chcę jeszcze trochę pożyć"

 

Dziennikarz Polsat News dopytywał, skąd ta litera "T" i czy niemiecki dziennikarz wie, kto tak naprawdę się za nią kryje. - Tak, wiem kto się kryje - wyznał. Dodał jednak, że "z powodów prawnych" nie możemy poznać personaliów tej osoby. - To dokument wywiadowczy. W żadnym sądzie nie zostanie uznany jako dowód, a ja chcę jeszcze trochę pożyć - podsumował.

 

Witwicki zauważył, że Roth stawia bardzo mocne tezy, a gdy przychodzi do meritum, pozostawia czytelników ze znakami zapytania. - Nie stawiam żadnych tez, tylko pytam. Są to kwestie, które powinny być wyjaśnione - ocenił. Dodał, że zdanie o poleceniu od polskiego polityka z nazwiskiem na literę "T" to jego teza. - Jest to stwierdzenie, które zostało sformułowane w raporcie źródłowym BND. Nie utożsamiam się z tym stwierdzeniem, ale ten dokument istnieje - wyjaśnił.

 

- Mogłem sprawdzić tylko tyle, jak wiarygodne są te źródła i stwierdziłem, że one istnieją. To nie są wymysły. Istnieją dwa źródła, ale nie mogę wykluczyć, że one celowo dezinformowały, choć ja tak nie uważam - podsumował.

 

Cały wywiad Piotra Witwickiego z Jürgenem Rothem w poniedziałek w programie "To Był Dzień" po godz. 20 na antenie Polsat News.

 

Polsat News