Analiza grafologiczna pisma Lecha Wałęsy i dokumentów z teczki TW "Bolka" znalezionych w domu Czesława Kiszczaka miała być gotowa 15 listopada. Jednak termin wydłużono do 31 stycznia 2017 r.

 

Jak tłumaczyli biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie, przesunięcie terminu wynika "ze znacznej ilości materiału dowodowego podlegającego badaniu".


O tym, że Wałęsa odmówił przekazania próbek swojego pisma poinformował onet.pl pełnomocnik b. prezydenta prof. Jan Widacki, który przekonuje, że współczesne pismo Wałęsy jest nieprzydatne w analizie grafologicznej, bo na przestrzeni lat uległo zmianie.


Szukali dokumentów


Jak podaje onet.pl, śledczy IPN pojawili się w gdańskich urzędach, gdzie prosili o udostępnienie wszystkich dokumentów, które podpisywał Lech Wałęsa. W Urzędzie Miasta zwrócili się o księgę kondolencyjną wystawianą przy okazji śmierci ważnych Polaków. Mieli prosić m.in. o księgę wystawioną po śmierci Jana Pawła II w 2005 r. oraz barda "Solidarności" Jacka Kaczmarskiego w 2004 r. Ta jest jednak w posiadaniu partnerki Kaczmarskiego, która odmówiła jej udostępnienia.


Śledczy mieli pojawić się także w Urzędzie Stanu Cywilnego, z którego jednak nie można wypożyczać dokumentów. Skupili się więc na wykonywaniu kopii, zwracając szczególną uwagę na podpisy Wałęsy.


"To muszą być próbki z lat 70."


- Próbki z lat 2004–2010 są kompletnie bezużyteczne. Jestem profesorem kryminologii i mówię to jako naukowiec: IPN musi odnaleźć próbki pisma Lecha Wałęsy z lat 70., na te lata datowana jest teczka "Bolka". W latach 70. Wałęsa był prostym robotnikiem. Pisał niewiele, więc popełniał błędy ortograficzne, a charakter pisma miał mniej wyrobiony. Jako prezydent i współcześnie więcej czyta i pisze. Jego obecne pismo jest przez to bardziej wyrobione i różni się od pisma sprzed ponad czterech dekad – wyjaśnił prof. Widacki.


- IPN szuka wszędzie i na szeroką skalę. Nawet w spółdzielni mieszkaniowej, z którą związany był Wałęsa. To dobrze, że szukają archiwalnych próbek, choć cześć oficjalnych dokumentów mogła być w tamtym czasie wypisywana przez Danutę Wałęsę - dodał adwokat Wałęsy.


"Tylko do jednego się przyznaję, resztę odrzucam"

 

W połowie lutego wdowa po gen. Czesławie Kiszczaku zgłosiła się do Instytutu Pamięci Narodowej i zaoferowała sprzedaż dokumentów jej zmarłego męża. Ostatecznie w domu Kiszczaków zabezpieczono dokumenty dotyczące tajnego współpracownika SB o pseudonimie "Bolek".


Lech Wałęsa konsekwentnie zaprzecza, że to on był TW "Bolkiem". Były prezydent utrzymuje, że dokumenty z teczki gen. Kiszczaka zostały sfałszowane. - Ja tylko do jednego dokumentu się przyznałem, resztę odrzucam. Dokument, który mówi o tym, że 24 grudnia w 1970 roku napisałem, że jestem wezwany do spotkania z człowiekiem, który mnie aresztował i przesłuchiwał - powiedział Wałęsa po obejrzeniu dokumentów w IPN.


W 2000 r. Sąd Lustracyjny orzekł, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, iż nie był agentem służb specjalnych PRL.

 

Wałęsę lustrował sąd z urzędu, jako kandydata w wyborach prezydenckich. IPN nie może wnieść o wznowienie tego postępowania w związku z ujawnieniem nowych dokumentów. Ustawa lustracyjna przewiduje bowiem, że po 10 latach od wyroku nie można wznowić postępowania lustracyjnego na niekorzyść osoby lustrowanej. O sądową autolustrację może zaś wnieść sam Wałęsa. Indagowany, czy wystąpi o to, Wałęsa odparł: "Jak będzie taka potrzeba, to tak".

 

polsatnews.pl, onet.pl