Wiceminister odniósł się w ten sposób do listy kopalń, która znalazła się w ubiegłotygodniowej decyzji Komisji Europejskiej w sprawie notyfikacji blisko 8-miliardowej pomocy publicznej na restrukturyzację polskiego górnictwa.

 

- Chcę jednoznacznie powiedzieć, że nie ma harmonogramu zamykania kopalń i nie może go być, z kilku powodów - powiedział wiceminister, uczestniczący w piątek w katowickiej konferencji poświęconej sytuacji w górnictwie.

 

W decyzji KE wymieniono siedem podmiotów: kopalnie Sośnica, Krupiński i Makoszowy, a także ruchy górnicze: Jas-Mos, Śląsk, Rydułtowy i Pokój 1.

 

Tobiszowski wyjaśnił, że wymienione w informacji KE tzw. ruchy górnicze Jas-Mos, Pokój 1 i Rydułtowy, to nie samodzielne kopalnie, ale części kopalń- wydzielone części ich majątku faktycznie trafią do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK), ale złoża tych zakładów nadal będą eksploatowane, nie można więc mówić o likwidacji kopalń.

 

Natomiast kopalnie Sośnica i Krupiński oraz ruch Śląsk zostały wskazane KE jako te, które przynoszą największe straty w spółkach węglowych. Strona polska - tłumaczył wiceminister - musiała wyszczególnić je w dokumentach złożonych w celu notyfikacji programu pomocowego, ponieważ są to te aktywa, która najbardziej rzutują na plan osiągnięcia rentowności.

 

Tobiszowski przypomniał, że na mocy porozumienia społecznego, kopalnia Sośnica realizuje plan naprawczy, którego efekty będą ocenione w styczniu przyszłego roku. Jeżeli zakład wyjdzie na prostą będzie mógł dalej działać, jeżeli nie - w końcu 2017 r. ma trafić do SRK.

 

- Gdybyśmy mieli terminy (zamykania kopalń - red) to nie siadalibyśmy w styczniu do rozmów ze stroną społeczną (kopalni Sośnica), a mamy to zobowiązanie. Uruchomiliśmy ściany na Sośnicy, co miesiąc mamy sprawozdanie jak to funkcjonuje, zarząd PGG koryguje inwestycje w kopalni. Jeśli okaże się, że Sośnica czy np. Śląsk może przedłużyć swoją możliwość funkcjonowania, to przecież byłoby absurdem żeby zamykać kopalnię, która będzie wykazywać zysk. Stąd takich terminów nie mamy- powiedział Tobiszowski.

 

"Mówienie o datach likwidacji kopalń jest fikcją"

 

Perspektywy kopalni Krupiński badał w ostatnim czasie specjalny zespół; ostateczna decyzja, czy kopalnia trafi do SRK, ma zapaść podczas walnego zgromadzenia Jastrzębskiej Spółki Węglowej 29 listopada.

 

Ruch Śląsk ma działać do sczerpania obecnie eksploatowanych złóż węgla, natomiast będąca w strukturach SRK kopalnia Makoszowy - decyzją KE - może jedynie do końca br. korzystać z budżetowych dopłat do strat produkcyjnych. Później może działać tylko, jeżeli odzyskałaby rentowność.

 

W ubiegłotygodniowej informacji KE jako datę wygaszenia kopalni Makoszowy wskazano 31 grudnia br., ruchu Jas-Mos czwarty kwartał 2016 (od 1 października br. ten zakład jest już w SRK), kopalni Krupiński i ruchu Pokój 1 - pierwszy kwartał 2017, ruchu Śląsk - drugi kwartał 2017, ruchu Rydułtowy - trzeci kwartał 2017, kopalni Sośnica - czwarty kwartał 2017.

 

Tobiszowski podkreślił jednak, że "mówienie o datach likwidacji kopalń jest fikcją". Przypomniał, że kluczowe dla reformy górnictwa jest osiągnięcie wyniku „zero plus” w końcu przyszłego roku, stąd wówczas nie powinno być kopalń przynoszących straty. Dlatego zakłady, które obecnie przynoszą największe straty, znalazły się w materiałach przekazanych Komisji Europejskiej.

 

Wypłata świadczeń barbórkowych nie jest zagrożona

 

- Jedno zobowiązanie, które mamy, to takie, że nie możemy utrzymywać w strukturach górniczych aktywów, co do których nie umiemy technicznie i ekonomicznie wykazać, iż one wychodzą na prostą. To chciałbym mocno podkreślić, żeby nie było niedoinformowania. Źle, kiedy do pracowników przekazywany jest niepokój - dodał wiceminister energii.

 

Tobiszowski zapewnił, że wypłata świadczeń barbórkowych oraz wypłat wynagrodzeń w żadnej ze spółek węglowych nie jest zagrożona - dotyczy to także borykającego się obecnie z największymi problemami finansowymi Katowickiego Holdingu Węglowego. Do końca roku mają zapaść decyzje dotyczące ścieżki naprawy KHW, który po pierwszym kwartale przyszłego roku, w przypadku braku działań naprawczych, miałby problemy z płynnością.

 

PAP