Choć sama Komisja nie chce zdradzać szczegółów, dziennikarze w Brukseli zaczęli łączyć sprawę ataku z czwartkowym szczytem UE-Ukraina, a także przyjętą dzień wcześniej rezolucją Parlamentu Europejskiego na temat kierowanej ze strony Rosji propagandy.

 

- Wczoraj po południu KE była celem ataku, który miał nasycić nasze połączenie internetowe. Komisja podjęła skuteczne działania zaradcze. Nie było przerwy w działaniu internetu, ale miało to wpływ na jego prędkość. Nie doszło do naruszenia danych - powiedział na konferencji prasowej w Brukseli rzecznik KE Margaritas Schinas.

 

Jak zaznaczył, systemy informatyczne Komisji są stale monitorowane, a zajmujące się tym zespoły są przygotowane do działania w razie wystąpienia problemów. - Zapewniam, że nasi strażnicy są czujni - powiedział rzecznik.

 

Atak był rozproszony

 

Przyznał, że trudno jest stwierdzić, kto stał za atakiem, ponieważ był on rozproszony. Podkreślił, że systemy teleinformatyczne Komisji są bezpieczne i nie zostały w jakikolwiek sposób uszkodzone. Nie chciał odpowiadać na inne szczegółowe pytania.

 

Jak poinformował wcześniej portal Politico Europe, w mailu, jaki dział IT Komisji rozesłał do pracowników tej instytucji w czwartek po południu, incydent opisano jako "atak typu rozproszona odmowa usługi (DDOS), który doprowadził do nasycenia naszego połączenia internetowego".

 

Atak DDOS (Distributed Denial of Service) rozpoczął się ok. godz. 15 lub krótko po i polegał na jednoczesnym zalaniu strony internetowej KE milionami próśb o dostęp, co doprowadziło do przeciążenia serwerów. Hakerzy zaatakowali też bramki sieciowe, prowadząc do przerw w dostawach internetu dla pracowników Komisji.

 

PAP