Marcos, który rządził Filipinami w latach 1965-1986, aż do powstania ludowego przeciwko dyktaturze, został pochowany 18 listopada w stolicy kraju, Manili, na Cmentarzu Bohaterów podczas prywatnej uroczystości, którą władze w obawie przed reakcją opinii publicznej niemal do ostatniej chwili utrzymywały w tajemnicy.


"Marcos hindi bayani!" - "Marcos nie jest bohaterem!", "tyran", Marcos - Hitler, Marcos-dyktator" - to okrzyki, które wznosili Filipińczycy uczestniczący w kilku demonstracjach, które odbyły się w samej stolicy.

 

Ubrani na czarno uczestnicy wielu protestów w całym kraju palili kukły byłego prezydenta.

 

PAP/EPA/FRANCIS R. MALASIG


Z żoną przywłaszczyli miliardy dolarów


Marcos, który w 1972 roku wprowadził na 9 lat stan wojenny, jest odpowiedzialny za śmierć ponad 100 000 ludzi w stumilionowym obecnie kraju.


On i jego żona Imelda przywłaszczyli sobie za swoich rządów od 5 do 10 miliardów dolarów.

 

PAP/EPA/FRANCIS R. MALASIG


Studenci w maskach


Wśród organizatorów demonstracji przeciwko decyzji obecnego prezydenta Rodrigo Duterte, aby pochować zwłoki Marcosa na Cmentarzu Bohaterów, byli studenci wielu filipińskich uniwersytetów, a wielu z nich - w obawie przed represjami - wystąpiło w maskach na twarzach.


Wśród miast, w których odbyły się protesty, było też Davao, w którym obecny prezydent Duterte był przez 22 lata burmistrzem.

 

PAP/EPA/FRANCIS R. MALASIG


Ferdinand Marcos zmarł w 1989 roku na wygnaniu na Hawajach, a jego zwłoki powróciły na Filipiny w 1993 r. Rok później powróciła do kraju Imelda i jej dzieci.


Od tego czasu zabiegała ona o pochowanie męża na Cmentarzu Bohaterów w Manili, co stało się możliwe dzięki decyzji rządzącego od 30 czerwca prezydenta Duterte.

 

PAP