Jak wyjaśnił Prądzyński, podwyżki wynikają z kilku nakładających się na siebie w tym roku elementów. – Przez uchwaloną we wrześniu ubiegłego roku ustawę o działalności ubezpieczeniowej, która opiera gospodarkę zakładów ubezpieczeń na nowym reżimie wypłacalności, zakłady musiały zbudować odpowiednio większe rezerwy. Weszły także w życie wytyczne KNF dotyczące likwidacji szkód majątkowych, które dla ubezpieczycieli oznaczają prawie 1 mld 200 tys. zł kosztów więcej – powiedział prezes PIU.


Podkreślił, że "od kilku lat jest absolutny trend coraz większej ochrony poszkodowanych, czyli wypłacania coraz większych odszkodowań".


Brak regulacji zadośćuczynień


Prądzyński wytłumaczył, że według nowych przepisów "każdy poszkodowany musi dostać samochód zastępczy; sąd najwyższy orzekł także, że ubezpieczyciele mają pokrywać również prywatne koszty leczenia". - Powstały całe spółki, które opierają się na leczeniu poszkodowanych razem z kancelariami odszkodowawczymi, które na tym biznesie bardzo dobrze żyją i napędzają te odszkodowania – powiedział Prądzyński.


- Największym problemem w Polsce, którym się jeszcze w ogóle nie zajęliśmy, dopiero w zeszłym roku bardzo nieśmiało KNF zaczęła w tym kierunku iść, jest regulacja zadośćuczynień – podkreślił prezes PIU. Jak wyjaśnił, "zadośćuczynienie to jest to, co jest powyżej odszkodowań, to, co dostajemy za ból i cierpienie po stracie osoby bliskiej, czyli coś w życiu nie do oceny".


"Nie wiemy, co zrobią ubezpieczyciele"


Zapytany przez Bartosza Kurka, kiedy podwyżki się zatrzymają, Prądzyński zaznaczył: "gdybym znał odpowiedź na to pytanie, to oznaczałoby, że jest zmowa, bo wiedziałbym, co dalej zrobią ubezpieczyciele". – A tego nie wiemy – podkreślił.


Jak tłumaczył, "płacimy w tej chwili wiekszość zadośćuczynień za szkody historyczne 20 lat wstecz, kiedy w składkach w ogóle nie było kalkulowane tego typu ryzyko. I płacimy na przyszłość". - Dopóki nie uregulujemy zadośćuczynień uszczerbkowych jak i zadośćuczynień za ból, to nie bardzo wiemy, w którym kierunku pójdziemy – dodał.


Galopujące podwyżki OC


- Ta podwyżka jest wynikiem działań poprzedniego rządu, rządu PO i PSL, i w poprzedniej kadencji takie zmiany zostały wprowadzone, że w tej chwili następuje podwyżka. Natomiast już postępowanie prowadzi i przygląda się całej sprawie UOKiK, czyli ta instytucja, która jest do tego jak najbardziej upoważniona. Czekam na rozstrzygnięcia, które z UOKiK zostaną przedstawione - powiedziała premier Beata Szydło, pytana w czwartek, czy rząd planuje interwencję na rynku obowiązkowych polis komunikacyjnych z OC w związku z gwałtownym wzrostem ich cen.


Natychmiastowej interwencji ws. podwyżki ubezpieczeń OC domagali się we wtorek od premier Beaty Szydło posłowie PO, którzy podkreślali, że w Polsce jest zarejestrowanych 31 mln aut objętych takim ubezpieczeniem, a więc ponad 20 mln osób w Polsce musi zmierzyć się z drastyczną podwyżką cen, średnio o 36 proc., w skrajnych przypadkach nawet o 500 proc.


Według wiceprezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Doroty Karczewskiej, która powołała się na wyliczenia KNF, na skutek podwyżki średnio ceny AC i OC wzrosły dotychczas o 20-30 proc.

 

Polsat News, polsatnews.pl