"Ataki lotnicze na Aleppo osiągnęły niespotykaną wcześniej skalę. Reżim Assada wspierany przez coraz bardziej mocarstwowy Kreml, jest zdeterminowany, żeby dokończyć dzieła zagłady miasta i zdławienia wszelkich przejawów buntu wobec reżimu" - piszą organizatorzy pikiety.

 

Dodają, że "dla mieszkańców oblężonego Aleppo poczucie bycia zapomnianymi przez świat jest dodatkowym ciosem".

 

Porównują też sytuację z bombardowanego Aleppo i związaną z nią masakrę ludności cywilnej, do sytuacji z Warszawy z 1944 roku.

 

"Aleppo dziś i Warszawa 72 lata temu to dwa miasta pozostawione same sobie w obliczu zagłady. Tak samo jak wtedy, największą ofiarą masakry miast jest ludność cywilna. Tak samo jak i 72 lata temu, pragnienie wolności zostaje utopione we krwi. Kwitnące dawniej miasto, kulturalna i gospodarcza stolica Syrii, leży w gruzach. W mieście nie funkcjonuje już ani jeden szpital" - podkreślają.

 

"Reżim Asada nie miałby sił, gdyby nie Kreml"

 

Organizatorzy piątkowego protestu wskazują, że to reżim Baszara al-Asada jest głównym autorem zbrodni i przelewu krwi. "Nie miałby jednak sił, żeby przeprowadzić oblężenie Aleppo i przetrwać pięć lat wojny domowej, gdyby nie pomoc Kremla. Rosja nie tylko pomaga w bombardowaniu syryjskich szpitali i szkół, ale i roztoczyła nad reżimem parasol dyplomatyczny. Torpeduje wszelkie inicjatywy pokojowe, łamie ustalenia o zawieszeniu broni i blokuje rezolucje ONZ, które miały nałożyć sankcję na władze w Damaszku" - dodają.

 

Zauważają też, że w "oblężeniach i blokadach głodowych od trzech lat uwięzionych jest w Syrii około miliona osób. Ludność cywilna jest celem, a nie przypadkową ofiarą działań wojskowych. Istnieją dowody na to, że Damaszek i Rosja celowo uderza w szpitale i szkoły oraz nie dopuszcza żywności i pomocy humanitarnej do oblężonych miast".

 

Właśnie dlatego pikieta Fundacji Wolna Syria i Partii Razem organizowana jest przed ambasadą Rosji, przy ul. Belwederskiej 49 w Warszawie.

 

 

polsatnews.pl