W ubiegły weekend sieć obiegła informacja, że na Facebooku i jego komunikatorze Messenger pojawił się złośliwy wirus. "Jeśli znajomy prześle ci na Facebooku zdjęcie - nie otwieraj go, to atak!" - alarmowali się wzajemnie internauci.

 

Zdjęcie z przekierowaniem

 

W poczcie tysięcy użytkowników zaczęło bowiem pojawiać się zdjęcie w formacie .svg, którego wyświetlenie groziło przekierowaniem na stronę ze złośliwym oprogramowaniem i łudząco przypominającą serwis YouTube.

 

Wówczas pojawiał się również komunikat, że aby zobaczyć plik, trzeba pobrać odpowiedni kodek. Właśnie w nim kryło się złośliwe oprogramowanie. Ten, kto nieświadomie kliknął "pobierz", musiał liczyć się z tym, że zainstalowany dodatek miał pełne uprawnienia do wszystkich stron, które otworzono w przeglądarce.

 

Wraz z informacjami o nowym zagrożeniu pojawiły się ostrzeżenia o tym, że wirus szyfruje dane na dysku twardym i blokuje użytkownikowi dostęp do komputera.

 

Jednak jak donosi Wirtualnemedia.pl, Facebook zaprzecza, aby szkodliwe oprogramowanie zawierało takie właśnie funkcje.

 

Szkodliwe rozszerzenia przeglądarki Chrome 

 

- Na Facebooku działa szereg zautomatyzowanych systemów, których zadaniem jest powstrzymanie niebezpiecznych linków oraz plików. Linki i pliki, które pojawiły się na platformie w ostatnich dniach także są już blokowane - poinformowano. 

 

- Ustaliliśmy, że nie instalowały one wirusów szyfrujących dane, a szkodliwe rozszerzenia przeglądarki Chrome. Złośliwe wtyczki zostały już także przez nas zgłoszone odpowiednim podmiotom - dodali przedstawiciele Facebooka.

 

polsatnews.pl