- Próba przewrotu była pogwałceniem praw narodu, ale nie może być teraz pretekstem do łamania tych praw - mówił szef frakcji centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej, Niemiec Manfred Weber podczas wtorkowej debaty PE o sytuacji w Turcji. Skrytykował czystki w tureckiej administracji publicznej, zamykanie mediów oraz pozbawianie immunitetu i zatrzymania parlamentarzystów.

 

- Nie możemy po prostu stać z boku i przyglądać się temu, nie możemy zachowywać się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Dlatego moja grupa popiera apel o zamrożenie negocjacji akcesyjnych. Nie chodzi o zupełne zerwanie negocjacji, ale o wysłanie sygnału, że w obecnej sytuacji nie można ich kontynuować - oświadczył Weber.

 

"Coraz bardziej autorytarny reżim"

 

Szef socjalistów w PE, Włoch Gianni Pittella powiedział, że jego frakcja zawsze opowiadała się za przyjęciem Turcji do UE. - Jednak nic nie usprawiedliwia wydarzeń, jakie mają miejsce ostatnio - ocenił, domagając się zamrożenia rozmów z Ankarą. - Trzeba wysłać mocny sygnał do (prezydenta Recepa Tayyipa) Erdogana, by nie szedł dalej drogą represji i deptania praw swojego narodu - dodał Pittella.

 

Przewodniczący liberałów Guy Verhofstadt z Belgii ocenił, że UE "traci swoją wiarygodność, kontynuując rozmowy z reżimem, który jest coraz bardziej autorytarny". Jak podkreślił, UE nie tylko powinna zamrozić negocjacje akcesyjne, ale także postawić warunki ich wznowienia.

 

Verhofstadt ocenił też, że sytuacja w Turcji to jeden z przykładów niepokojących zmian w otoczeniu UE. - Europę otacza pierścień autokratów: Erdogan, (prezydent Rosji Władimir) Putin... Nie posuwam się tak daleko, by dopisać (prezydenta elekta USA Donalda) Trumpa do tej listy. Ale wszyscy robią jedno i to samo: atakują Europę, nasze wartości, zwalczają europejską demokrację - powiedział belgijski eurodeputowany, wskazując m.in., że Rosja finansuje eurosceptyczne partie w PE.

 

- W Europie działa piąta kolumna. Nie są to uchodźcy z Syrii (...), ale sojusznicy autorytarnych przywódców - powiedział Verhofstadt.

 

Z kolei szef frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, Brytyjczyk Syed Kamall zaapelował, by UE przestała zwodzić Turcję obietnicą, że kiedyś kraj ten będzie mógł przystąpić do UE. - Musimy być uczciwi wobec mieszkańców Turcji i wobec siebie. Zbyt długo nieszczerze kusiliśmy Turcję perspektywą przystąpienia do UE. Ale wiemy, że jest wiele powodów, dla których to nie będzie możliwe za naszego życia - mówił Kamall. - Czas, by zbudować relacje z Turcją oparte nie na pustych obietnicach, lecz na uczciwości, nie na obietnicy członkostwa w UE, ale na prawdziwej współpracy - dodał.

 

"Otwarty dialog sposobem na wzmocnienie tureckiej demokracji"

 

Znacznie ostrożniej niż eurodeputowani wypowiedziała się Komisja Europejska. Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini powiedziała, że Turcja "jest na rozdrożu", a ostatnie wydarzenia są "skrajnie niepokojące". - Nasze relacje z Turcją są w kluczowym momencie. Uważam, że najskuteczniejszym sposobem na wzmocnienie tureckiej demokracji jest zaangażowanie i utrzymanie otwartych kanałów dialogu z Turcją - oświadczyła Mogherini, podkreślając, że UE potrzebuje współpracy z Turcją w wielu dziedzinach, takich jak rozwiązanie konfliktu w Syrii czy kryzys migracyjny.

 

- Jeśli proces negocjacji akcesyjnych (z Turcją) zostanie zakończony, będzie to scenariusz, w którym wszyscy stracą - oceniła. Dodała, że UE straciłaby w ten sposób kanał dialogu i możliwość wpływania na Turcję. Przyznała jednak, że przywrócenie przez Turcję kary śmierci byłoby sygnałem, że kraj ten nie chce być członkiem ani UE, ani Rady Europy.

 

Według oficjalnych danych po lipcowej próbie puczu w Turcji w ramach czystek aresztowano ponad 35 tys. osób. Zachód ostro krytykuje działania tureckich władz, szczególnie niedawne aresztowanie liderów opozycyjnej prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP), nakazy aresztowania dziennikarzy, czystki wśród sędziów czy rozważania o przywróceniu kary śmierci.

 

PAP