Pierwszy raz działalność Europejskiej Grupy Finansowej Council program "Interwencja" pokazywał w sierpniu tego roku. Ofiarą biura padł Radosław Dwornik i jego matka Anna Dwornik, która miała być gwarantem kredytu. Pożyczka miała być jedna. Zostały cztery, na ponad 130 000 zł.

 

Jak tłumaczyła Anna Dwornik, mechanizm był taki, że proponowano kredyty na coraz lepszych warunkach, pieniędzmi, z których miały być spłacone poprzednie. - Żaden, na dzień dzisiejszy nie jest zamknięty - opowiadała.

 

"Dziennie przyjmowaliśmy około 40 osób"

 

Po emisji materiału do "Interwencji" zgłosił się do były pracownik firmy. Przez 6 miesięcy pracował w Europejskiej Grupie Finansowej Council. Zdradził nam kulisy tej pracy.

 

- Przychodziła pani z waloryzacją 1200 zł emerytury, jeszcze jej 400 zł komornik zabierał, a miała 4500 zł raty kredytu. Pracownicy zrobili to z pełną premedytacją, mają z tego prowizję. Jest 6000 zł premii, jak się sprzeda kredyty za 250 000 zł. Czasem w jeden dzień wszyscy robili tę premię. Dziennie przyjmowaliśmy około 40 osób. Pamiętam, że w miesiąc mieliśmy 35 milionów zł obrotu - opowiadał.

 

To fragment dziennikarskiej prowokacji w biurze firmy. Reporterka "Interwencji" udała się tam podszywając się za potencjalnego klienta.

 

Reporter: Wyczytałam, że można dostać kredyt niezależnie od sytuacji w BIK-u i chciałam się dowiedzieć, jak to wygląda.
Pracownica: Zajmujemy się też czyszczeniem BIK-u, więc nawet jeżeli są tam jakieś wpisy negatywne, które nie pozwalają zaciągnąć kredytu, to staramy się je wyczyścić.
Reporter: A ile tego kredytu mogłabym dostać?
Pracownica: Z wpisem komornika do 40 tys. zł, a jeżeli są tylko zwykłe wpisy, to nawet więcej.

 

- Czyszczenie w BIK-u, to jest tylko chwyt marketingowy. Wiadomo, że jak osoba jest zadłużona, to nie dostanie kredytu, dlatego mówi się o osobie wsparcia. Klienci brali kredyt na tę drugą osobę (wsparcia - red.), wmawiając jej, że jest tylko potrzebna do uruchomienia pieniędzy - wyjaśnia były pracownik firmy.

 

Miał być żyrantem, zaciągnął kredy

 

Liczba osób, które czują się oszukane lawinowo rośnie. Wśród nich jest 66-letni Zbigniew Palczewski, emerytowany górnik. Kilka miesięcy temu jego sąsiad poprosił go o pomoc w uzyskaniu pożyczki.

 

- Poprosił, żeby jechać z nim do Sosnowca, żeby mu kredyt podżyrować, 5-6 tys. zł, w tych granicach chciał - mówił Zbigniew Palczewski.

 

Mężczyzna twierdzi, że o tym, że nie jest żyrantem, a głównym kredytobiorcą, dowiedział się kilka dni później przy bankomacie. Na jego konto wpłynęło 68 000 zł!

 

40 tys. zł do spłaty

 

- Ja otrzymałem z Alior Banku 108 000 zł w tym 40 000 zł wzięli prowizji, bo na konto moje wpłynęło 68 000 zł - opowiadał Palczewski.

 

Informację o około 40-procentowych prowizjach potwierdził były pracownik firmy. Jak przekonywał, klient dowiaduje się o niej, gdy dostanie pierwszą ratę do zapłaty. - Ale wtedy już nie może nic zrobić, bo wszystkie zgody podpisał - stwierdził i dodał: "Pamiętam, jak jacyś państwo przyszli z prawnikiem. Nic nie mógł rozczytać z umowy. Zadał więc jedno pytanie: jaka jest prowizja za kredyt? To jak już musieli powiedzieć, to wybuchł śmiech i wszyscy poszli. Z kwoty 400 000 zł było 180 000 zł prowizji dla biura samego".

 

Zbigniew Palczewski wypowiedział bankom zawarte pożyczki, a pieniądze odesłał. Ale jak twierdzi, to nie rozwiązało kłopotów, bo Europejska Grupa Finansowa Council żąda od niego spłaty blisko 40 tys. zł prowizji.

 

"Wszelkie działania są zgodne z prawem"

 

Europejska Grupa Finansowa Council w przesłanym oświadczeniu zapewnia, że jej "wszelkie działania są zgodne z prawem. Ponad wszelką wątpliwość w naszej ocenie działalność firmy jest zgodna z normami etycznymi. Spółka dokłada wszelkich starań, aby oferowane przez nią usługi świadczone były według najlepszej wiedzy i z najwyższym profesjonalizmem."

 

- Podejrzewamy, że liczba pokrzywdzonych osób w tej sprawie może wynieść nawet kilka tysięcy, gdyż codziennie do prokuratury wpływają nowe zawiadomienia. Są to osoby starsze, schorowane, niedołężne, nawet w jednym przypadku jedną z osób jest osoba całkowicie ubezwłasnowolniona - poinformowała Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

 

- Czuję się oszustem, oszukałem dużo ludzi. Żądza pieniądza przysłania wszystkie inne wartości - podsumował były pracownik firmy.

 

"Interwencja"