Farage, wieloletni lider Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) i zwolennik wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, poparł Trumpa w toku kampanii wyborczej i występował na jego wiecach. Był on także pierwszym zagranicznym politykiem, z którym spotkał się amerykański prezydent elekt, zaledwie kilka dni po zwycięstwie w wyborach prezydenckich.

 

Brytyjski rząd "nie potrzebuje pomocy pośredników"

 

Brytyjska prasa spekulowała wówczas, że Downing Street mogłoby wykorzystać relacje Farage'a z nowym prezydentem USA do przyspieszenia ewentualnych rozmów o porozumieniu handlowym między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi w obliczu planowanego Brexitu.

 

Sugestie zaangażowania Farage'a były jednak wielokrotnie odrzucone przez przedstawicieli premier Theresy May, którzy podkreślali, że brytyjski rząd ma własne kontakty i "nie potrzebuje pomocy pośredników".

 

Publiczna deklaracja poparcia prezydenta elekta dla Farage'a stawia w trudnej sytuacji obecnego ambasadora Wielkiej Brytanii w USA Kima Darrocha, który otrzymał po wyborach zadanie zbudowania dobrych relacji roboczych z nową amerykańską administracją.

 

Niezręczna notatka ambasadora

 

Kilka dni po zwycięstwie Trumpa "The Sunday Times" opublikował fragmenty poufnej notatki tego dyplomaty, który pisał do premier May, w jaki sposób rząd w Londynie mógłby wpłynąć na opinie "niedoświadczonego" prezydenta elekta, by "jego ekstremalne poglądy mogły ewoluować".

 

Darroch podkreślił wówczas, że Trump jest "podatny na wpływy z zewnątrz" i zachęcał brytyjską premier do podjęcia szczególnych starań, by wzmocnić relacje z przyszłą amerykańską administracją.

 

Komentując słowa Trumpa, rzecznik premier May podkreślił, że "nie ma wakatu na stanowisku w Stanach Zjednoczonych", dodając, że Darroch jest "znakomitym ambasadorem".

 

PAP