Zarząd województwa podlaskiego chce połączyć podległe mu Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej(PKS) w Białymstoku, Łomży, Suwałkach, Siemiatyczach i Zambrowie w jeden podmiot, bo uważa, że w innej sytuacji, w niedługim czasie, grozi im nawet upadłość. Ma się to odbyć w drodze tzw. inkorporacji, czyli wchłonięcia czterech pozostałych spółek przez PKS Białystok. Inkorporacja ma uratować te spółki.


Jarosław Żaborowski z PKS w Suwałkach apelował o zaprzestanie inkorporacji. - Jest jeszcze na to czas. Prosimy, żeby nie łączyć tych spółek, żeby PKS Białystok nie przejął naszych pracowników, naszych majątków, żebyśmy mogli dalej normalnie pracować, abyśmy nie bali się o nasze miejsca pracy - apelował Żaborowski. Pracownicy suwalskiego PKS są ponadto od kilku dni w sporze zbiorowym z zarządem firmy, prezes został na miesiąc zawieszony przed radę nadzorczą.


Grzegorz Wasilewski z PKS Zambrów mówił, że pracownicy nie znają struktur przyszłej firmy, nie wiedzą, jak będzie wyglądał zarząd. Wyraził również obawy, że nowa firma "nie będzie miała z czego prosperować". Również przedstawiciel PKS Siemiatycze Zenon Goliński mówił, że pracownicy nie godzą się na łączenie, a PKS-y "wykańcza" konkurencja z prywatnymi przewoźnikami.


Sytuacja "rzeczywiście trudna"


Marszałek województwa podlaskiego Jerzy Leszczyński powiedział w poniedziałek, że sprawę i protesty związkowców przedstawi zarządowi województwa podlaskiego i to zarząd będzie decydował, co dalej.


- Zastanowimy się, co dalej. Oczywiście, chcę podkreślić, że cały proces inkorporacji chcemy kontynuować. Natomiast w tej chwili widzę, że związki zawodowe robią różne działania, żeby to zablokować. Takie ich prawo. Natomiast z punktu (widzenia-red.) racjonalnego, ekonomicznego ten proces powinniśmy zrobić - powiedział dziennikarzom marszałek Leszczyński i podkreślił, że sytuacja jest "rzeczywiście trudna".


Łączenie odbywa się "pięć lat za późno"


Marszałek dodał, że trwają procedury w tym procesie; odbyły się walne zgromadzenia w poszczególnych spółkach, spółki złożyły wymagane dokumenty do sądu rejestrowego. Ostateczną decyzję ws. inkorporacji podejmie sąd. Marszałek liczy, że stanie się do końca roku tak, by od 1 stycznia 2017 r. działała jedna, połączona spółka PKS. Zaznacza, że proces prawny jest skomplikowany i - jak mówi - "nie wiadomo, co jeszcze może się wydarzyć po drodze".


Marszałek podkreślał, ze rozumie obawy sprzeciwiających się łączeniu spółek, ale argumentował, że jeżeli nie dojdzie do połączenia, poszczególne spółki PKS docelowo upadną, zostaną sprzedane, wszystkie są w złej sytuacji finansowej, a łączenie odbywa się "o pięć lat za późno". Samorząd województwa podlaskiego jest właścicielem pięciu spółek PKS od 2012 r., przejął je wówczas od Skarbu Państwa.


"Nieefektywne miejsca będą likwidowane"


- Tylko jeden, silny konkurencyjny podmiot będzie w stanie funkcjonować na rynku, a poszczególne spółki w tej chwili, widzimy, że niektóre są już w tragicznej sytuacji, a nie chcemy doprowadzić, żeby wszystkie zbankrutowały - mówił marszałek.


Jerzy Leszczyński mówi, że na początku łączenia spółek zwolnień nie będzie, ale połączenie musi być racjonalne, i "te miejsca, które będą nieefektywne", sądzi, że "będą likwidowane", ale to przyszłość, a teraz celem jest utrzymanie spółek i istniejących miejsc pracy. Ogółem w łączonych spółkach pracuje ok. 700 osób i marszałek uważa, że "większość tych miejsc da się utrzymać". Podkreślał również, że na samych przewozach spółkom jest trudno zarabiać, muszą szukać dodatkowych dochodów i jest plan, jak to robić, niepotrzebny majątek generujący koszty powinien być sprzedany.


Województwo podlaskie jest jedynym samorządem wojewódzkim w Polsce, który ma w nadzorze spółki PKS. Przejął je w 2011 r. od Skarbu Państwa.

 

PAP