Ana Maria Patru jest też podejrzana o to, że w 2011 roku wzięła od pewnego biznesmena 50 tys. euro za załatwienie mu rozmowy z ówczesnym ministrem gospodarki.

 

Prokuratura zarzuca jej, że w latach 2008 i 2009 przyjęła łapówki na sumę 210 tys. euro od firmy informatycznej, której przyznała kontrakt na świadczenie usług komisji wyborczej. Według prokuratury firma ta jest kontrolowana przez męża Patru.

 

Według prawniczki Patru podała się już ona do dymisji jako szefowa komisji wyborczej. Przewodniczący Izby Deputowanych Florin Iordache powiedział, że pismo z dymisją jeszcze do niego nie wpłynęło. Zanim parlament wybierze następcę Patru komisją wyborczą ma kierować komisarycznie jeden z jej wiceszefów.

 

 

PAP