Roth wyraził też nadzieję, że nie dojdzie do eskalacji prowadzonej przez KE procedury w sprawie praworządności.

 

"Artykuł 7. to najcięższa broń"

 

- Jesteśmy od tego bardzo daleko - powiedział Roth, pytany, jak zachowałby się niemiecki rząd, gdyby Komisja wystąpiła o zastosowanie wobec Polski artykułu 7. traktatu Unii.

 

Jak dodał, artykuł 7. to najcięższa broń. - Mówimy nawet o bombie atomowej, której nie chcemy odpalić - ocenił minister.

 

- Cały czas mam nadzieję, że nie dojdzie w tej sprawie do eskalacji, ale że wszyscy uznają, iż chodzi o przestrzeganie jasnych, wiążących reguły, które nie wynikają z prywatnych poglądów komisarzy, ministrów czy posłów. To są wartości wynikające z narodowych tradycji konstytucyjnych, ale i z traktatów UE - powiedział Roth dziennikarzom po spotkaniu ministrów ds. europejskich państw UE w Brukseli.

 

Jednym z tematów spotkania ministrów był ustanowiony w Radzie UE w 2014 r. mechanizm corocznego dialogu w sprawie praworządności. Jak podały źródła dyplomatyczne, dyskusja dotyczyła jedynie oceny tego mechanizmu. Nie było mowy o sytuacji w konkretnych krajach.

 

Procedura w sprawie praworządności

 

W styczniu Komisja Europejska wszczęła wobec Polski procedurę w sprawie praworządności w związku z kryzysem wokół Trybunału Konstytucyjnego. W czerwcu wydała opinię, krytyczną wobec polskich władz, a pod koniec lipca opublikowała rekomendacje, zalecając rządowi m.in. opublikowanie i zastosowanie się do wszystkich wyroków TK. Polski rząd odpowiedział 27 października na te zalecenia, oświadczając, że są one niezasadne i nie widzi prawnych możliwości ich wdrożenia.

 

Rekomendacje KE były drugim etapem procedury praworządności. Jeśli Komisja uzna, że odpowiedź polskiego rządu nie jest zadowalająca, mogłaby przejść do trzeciego etapu procedury, czyli uruchomienia artykułu 7. unijnego traktatu i wniosku do Rady UE o stwierdzenie zagrożenia dla praworządności w Polsce. Wniosek taki może zgłosić także Parlament Europejski.

 

Artykuł 7. umożliwia w ostateczności nałożenie sankcji na kraj członkowski, w tym zawieszenie prawa głosu tego kraju. Wymaga to jednak jednomyślnego uznania przez przywódców państw unijnych (bez kraju, którego dotyczy problem), że zasady rządów prawa są naruszane.

 

PAP