"Kierowca zatrzymał auto dopiero w Kozubszczyźnie, kiedy doganiał go inny samochód z włączonym klaksonem. Zwyrodnialec zatrzymał się, wyskoczył z samochodu, martwego psa rzucił na siedzenie i uciekł, ale jesteśmy w kontakcie ze świadkami" - ogłosił lubelski Animals w niedzielę wieczorem. Stowarzyszenie zapowiedziało złożenie zawiadomienia do prokuratury w tej sprawie.

 

Mężczyzna kierujący autem skontaktował się policją telefonicznie. - Twierdzi, że sytuacja wyglądała inaczej niż przedstawiono ją w mediach społecznościowych. W poniedziałek po południu ma pojawić się w komisariacie policji i złożyć zeznania - powiedziała nadkom. Renata Laszczka-Rusek z lubelskiej policji.

 

"Nie wiedział, że pies jest przywiązany do auta"

 

Mężczyzna twierdzi, że nie wiedział, iż pies jest przyczepiony do jego samochodu. Kiedy inni kierowcy zaczęli na niego trąbić, zatrzymał się i zabrał psa do auta. Jak relacjonował policji, zawiózł psa do kliniki i ma na to stosowną dokumentację.

 

W poniedziałek rano skontaktował się też ze stowarzyszeniem Animals.

 

- Psa przywiązał do haka samochodu, kiedy szedł po drzewo do stodoły, gdyż jest tam duży owczarek niemiecki, a oba psy nie są jeszcze ze sobą zaprzyjaźnione. Wracając ze stodoły odebrał telefon od siostry, która jechała z mężem na pogrzeb (dziecko rodziny zmarło na raka), że przedziurawiło się im koło w samochodzie. Mężczyzna rzucił drzewo na podwórku i pobiegł do samochodu, aby pomóc siostrze przy kole. Zapomniał  że uczepił pieska do haka i ruszył - relacjonuje Animals.

 

Pies przeżył; jest w klinice, będzie szyty.

 

Mężczyzna przekonuje, że szczeniak, którego rodzina posiada od dwóch miesięcy, to ukochany pies jego córki.

 

polsatnews.pl