Prezydent Andrzej Duda w dniu Święta Niepodległości wręczył w Belwederze odznaczenia państwowe osobom zasłużonym w służbie państwu i społeczeństwu. W gronie wyróżnionych, obok m.in. Haliny Frąckowiak, Anity Włodarczyk, czy ks. Bogdana Bartołda, znalazła się aktorka Małgorzata Kożuchowska.

 

Po tym, jak zdjęcia z uroczystości i informacje o odznaczeniu obiegły media, w sieci zawrzało. Internauci zaczęli się zastanawiać, w jaki sposób popularna aktorka wyróżniła się na tyle, by zostać uhonorowaną tak ważnym odznaczeniem. I czy przypadkiem orderu nie dostała tylko dlatego, że "wspiera rządzących".

 

Po dwóch dniach sama zainteresowana postanowiła sprawę skomentować. Na swoim facebookowym profilu opublikowała zdjęcie dwóch orderów.

 

"Nie znalazłam partyjnego znaczka"

 

"Po lewej: »Zasłużony Kulturze Gloria Artis« od poprzedniej Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Pani Małgorzaty Omilanowskiej,
po prawej: »Polonia Restituta« od Pana Prezydenta Andrzeja Dudy. Z obu odznaczeń jestem dumna. Po równo. Długo się im przyglądałam i na żadnym z nich nie znalazłam partyjnego znaczka".

 

"Jeśli Urzędnicy Państwa, które jest moją Ojczyzną, w którym żyję i które kocham - obojętnie kto w nim sprawuje władzę (pochodzącą z demokratycznego wyboru) uznają, że są powody dla których warto mnie wyróżnić, to jest to dla mnie tylko i wyłącznie powód do dumy" - napisała aktorka.

 

Dodała, że "nie da się wciągnąć w dyskusje polityczne, mimo zaczepek i prowokacji", bo "aktor jest od grania".

 

 

 

Broni wizerunku syna

 

W swoim wpisie aktorka odniosła się także do publikacji mediów, które odnotowały, że w Belwederze po raz pierwszy pojawiła się publicznie z synem, Janem Wróblewskim, którego wizerunek do tej pory chroniła.

 

"Stając do pamiątkowego zdjęcia z Panem Prezydentem i moim synkiem ustaliłam z Fotografem Prezydenckim, że zdjęcie to będzie tylko i wyłącznie dla mnie na pamiątkę oraz do użytku wewnętrznego Kancelarii Prezydenta, bez możliwości jego publikacji. Niestety, nie zwróciłam uwagi, że w tym czasie zdjęcia robili również zaproszeni do Belwederu fotoreporterzy prasowi stojący w oddaleniu" - napisała (pisownia oryginalna).

 

Zaapelowała też o "niewykorzystywanie zdjęcia z moim synem do publikacji prasowych, internetowych i wszelkich innych", bo "sytuacja z Belwederu była wyjątkowa, w dalszym ciągu nie wyrażam zgody na wykonywanie i publikowanie jakichkolwiek zdjęć mojego syna Jana Wróblewskiego".

 

polsatnews.pl