Gość Polsat News przypomniał, że w związku z ekshumacjami 10 ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku, zaplanowanymi jeszcze do końca roku i kolejnymi, które mają się odbyć do jesieni 2017 roku, Komitet Obrony Demokracji nie będzie "działał systemowo" i blokował działań śledczych.

 

Jak dodał, to "sprawy rodzinne, prywatne i wymagające dyskrecji". Jednak, gdyby któraś z rodzin poprosiła przedstawicieli KOD-u o pomoc w blokowaniu ekshumacji, ten "mógłby to rozważyć".

 

KOD i ONR na wspólnym marszu?

 

Lider KOD, pytany przez Agnieszkę Gozdyrę o odpowiedź na apel prezydenta Andrzeja Dudy i możliwość wspólnego obchodzenia 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości z przedstawicielami środowisk narodowych, odpowiedział: - Nie można demonstrować z ludźmi, którzy głoszą nienawiść. Natomiast to są ludzie, większość, to młodzi chłopcy, którymi nikt się nie zajmował. W niewielkim mieście, z którego pochodzi moja żona, na 60 tys. mieszkańców jest 2 tys. członków ONR-u. To młodzi chłopcy, których rodzice mówią, że im się wydaje, że to takie harcerstwo. A to organizacja, która zamienia porządnych ludzi, w ludzi przesiąkniętych nienawiścią. Z tego powodu nie można z taką organizacją manifestować, ale tym ludziom można coś zaproponować.

 

 

"Wejście do Sejmu nie wchodzi w grę"

 

Mateusz Kijowski w programie "Skandaliści" podkreślił także, że jest "politykiem obywatelskim" i zapewnił, że KOD "nigdy nie będzie uczestniczył w walce o władzę".

 

- Wejście do Sejmu nie wchodzi w grę. KOD nie będzie wystawiał swoich ludzi na żadnych listach - zapewniał.

 

Dodał też, że "nie potrzebuje, by Jarosław Kaczyński się jego bał, bo sytuacji w Polsce nie uda się zmienić przez strach Jarosław Kaczyńskiego".

 

- Sytuację możemy zmienić tylko w wyborach. Trzeba spowodować, żeby ludzie się zaangażowali i głosowali - stwierdził.

 

 

Polsat News